Oficjalne stanowisko polskiego MON-u wskazuje, iż sytuacja ta raczej jest związana z reorganizacją sił amerykańskich w Europie w związku z wycofaniem części sił z Niemiec i nie dotyczy wprost Polski. Należy jednak podkreślić, że siły, które mają zostać wycofane z Niemiec, to jedna lekka brygada zmotoryzowana znajdująca się tam w ramach stałej, a nie rotacyjnej obecności. Natomiast siły dotychczas stacjonujące rotacyjnie w Polsce to ciężkie jednostki uzbrojone w czołgi, bojowe wozy piechoty i artylerię. To są dwa różne typy jednostek o zupełnie odmiennym potencjale bojowym.
Media zachodnie, w tym polskie, lubią, opisując ten proces, operować liczbami żołnierzy. Piszą o tym, ile tysięcy amerykańskich żołnierzy przybyło czy ubyło. Jednak w praktyce ważne jest aby zrozumieć, że w realnej wojnie nie walczą abstrakcyjne tysiące żołnierzy, tylko konkretne struktury organizacyjne: brygady, bataliony, pułki. W Europie amerykańskie siły lądowe posiadają jedynie kilka brygad. Po ogłoszeniu wycofania brygady z Niemiec prawdopodobnie zostaną jedynie 2 brygady liniowe przy wsparciu artyleryjskim i lotniczym. Oczywiście nadal zostaje szereg jednostek lotniczych, które mogą znacząco wpłynąć na przebieg ewentualnego konfliktu, ale na lądzie amerykańskie siły nawet przed decyzją o wycofaniu były bardzo szczupłe i same w sobie nie tworzyły znaczącego odstraszania na przykład dla Federacji Rosyjskiej. Ważniejsze od samych tych sił były sygnały puszczane z Waszyngtonu, które albo demonstrowały determinację Amerykanów w obronie europejskich sojuszników, albo brak tej determinacji. Odstraszanie budowane było nie samą obecnością tych pojedynczych kilku brygad, tylko przekonaniem przeciwnika, że w razie potrzeby do Europy przybędzie o wiele więcej wojsk amerykańskich.
Waga więc takich sytuacji, całego tego zamieszania w wyniku nagle podejmowanych decyzji bez konsultowania ich z sojusznikami, polega na tym, że burzy ono przekonanie przeciwnika o tej amerykańskiej determinacji. Szczególnie w połączeniu z licznymi deklaracjami amerykańskich oficjeli o tym, jak „Europa ma sama dawać sobie radę ze swoimi problemami”. A to prowadzi nas do prostej konkluzji: jeżeli amerykańskie odstraszanie słabnie, to jedynym narzędziem wzmocnienia tego odstraszania jest rozbudowa własnych, polskich sił do takiego stopnia, że atak na nasz kraj czy nawet naszych sojuszników w regionie stanie się dla Rosji nieopłacalny.
