Jak wskazuje polskie przedsiębiorstwo Control Process, realizowany przez nie zakład utylizacji odpadów został prawie skończony, gdy miasto Lwów nagle odmówiło dopuszczenia wykonawców do terenu budowy.
Następnie Lwów przegrał z Control Process wszystkie procesy arbitrażowe, jednak Ukraińcy nie respektują tych wyroków i odmawiają zapłaty polskiej spółce ponad 10 mln euro.
Wczoraj z kolei pojawiło się doniesienie, że żadna polska firma nie otrzymała kontraktu na odbudowę infrastruktury w Lwowie. „Może to i lepiej bo polska firma, która zbudowała we Lwowie spalarnię śmieci długo nie może doczekać się zapłaty” – skomentował tę informację szef MSZ Radek Sikorski.
Sikorskiemu odpowiedział mer Lwowa Sadowy – znany z otwartego promowania w mieście ideologii banderowskiej.
Zdaniem Sadowego, to polska spółka nie wywiązała się ze swoich zobowiązań. „Zakład, który zgodnie z umową miał zostać ukończony w 2023 r., nadal nie działa” – uważa Sadowy.
„Proszę zapytać o opinię polskie samorządy w Jarocinie, Kole, Starachowicach, Łowiczu. Rozumiem, że broni Pan polskiego interesu i szanuję to. Ale tutaj nie chodzi o relacje polsko-ukraińskie. Chodzi o jakość wykonania, dotrzymanie terminów i odpowiedzialność za publiczne pieniądze Lwowa. Dla mnie pochodzenie wykonawcy w tym przypadku nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko jedno – żeby dobrze wykonał swoją pracę” – napisał Sadowy.
Sikorski odpowiedział Sadowemu, że jego miasto powinno respektować wyroki sądów arbitrażowych, które jednogłośnie wskazują, że rację w tym sporze ma polska spółka.
Sadowy twierdzi zaś, że… żaden taki wyrok nie istnieje. „Rozumiem, że Minister Spraw Zagranicznych nie ma obowiązku znać wszystkich szczegółów sporów gospodarczych z udziałem polskich firm za granicą. Ale osoby, które przygotowały Panu informacje w tej sprawie, oddały Panu bardzo złą przysługę” – powiedział.
