– „Gdy wyłączono kamery, popatrzył na mnie i zadał jedno pytanie: »Czy myśli pan, że moja rodzina jest bezpieczna?«” – ujawnił Stanowski w swoim komentarzu opublikowanym na Kanale Zero.
We wtorkowym wywiadzie dr Emil Jędrzejewski przedstawił szereg poważnych zarzutów dotyczących funkcjonowania Szpitala Południowego, którego właścicielem jest miasto stołeczne Warszawa.
Były ordynator mówił m.in. o nieprawidłowościach na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym oraz błędach medycznych, które – jak twierdzi – miały prowadzić do tragicznych konsekwencji.
– „Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. I to jest sedno całego zamieszania” – powiedział lekarz podczas rozmowy z Krzysztofem Stanowskim.
Jednym z najbardziej poruszających fragmentów wywiadu był opis sytuacji dotyczącej pacjenta, który – według relacji lekarza – miał zostać odnaleziony martwy kilka godzin po wykonaniu badania.
– „Po 3-4 godzinach ktoś sobie przypomina o tym, że jest pacjent i znajduje tego pacjenta martwego” – relacjonował dr Jędrzejewski.
Dodał również:
– „Tomografię się robi komuś, kto już nie żyje, po to, żeby coś tam markować, robić dokumentację. I to jest trochę tak, że o tym wie cały szpital. I nikt z tym nic nie robi”.
Zarzuty te nie zostały dotychczas potwierdzone przez organy ścigania ani prawomocne orzeczenia sądowe. Sprawą zajmuje się prokuratura.
Stanowski: „Zderzył się z partią”
Krzysztof Stanowski nie ukrywał, że rozmowa zrobiła na nim ogromne wrażenie.
– „Miałem przed sobą człowieka mocnego, chyba niezłomnego, ale jednak potrąconego przez życie. W trakcie tej rozmowy kilka razy głos mu drżał, kilka razy był bliski rozklejenia się” – powiedział dziennikarz.
Twórca Kanału Zero odniósł się również do zarzutów, że lekarz wcześniej nie skierował sprawy do prokuratury.
– „Owszem, można i trzeba pytać: »Dlaczego nie zgłosił się pan wcześniej do prokuratury?«. Zapytałem o to dwa razy. Ale należy namalować cały obrazek” – podkreślił.
Stanowski przypomniał, że – według relacji lekarza – ten wcześniej miał informować o problemach kierownictwo placówki, radę nadzorczą oraz przedstawicieli władz Warszawy.
– „Ten konkretny lekarz zawiadamiał o skandalicznej sytuacji w Szpitalu Południowym zarząd szpitala, radę nadzorczą, próbował dobić się do pani wiceprezydent Renaty Kaznowskiej, wysłał wiadomość do Rafała Trzaskowskiego – i nic” – mówił.
W jego ocenie lekarz znalazł się w konflikcie z wpływowym środowiskiem politycznym.
– „On się zderzył z partią czołowo. Był doświadczonym, renomowanym chirurgiem, ordynatorem i przegrał walkę z chłystkiem z partyjnej młodzieżówki” – stwierdził Stanowski.
„Bardziej wstrząsające niż to, co padło na antenie”
Największe emocje wywołały jednak słowa dotyczące rozmowy już po zakończeniu programu.
Stanowski ujawnił, że lekarz przekazał mu dodatkowe informacje, których nie zdecydował się ujawnić publicznie, ponieważ mają zostać przedstawione prokuraturze.
– „Po programie pan doktor coś mi powiedział prywatnie. Jak prywatnie, to prywatnie. Nie powiem, co mi powiedział. Ale to jest część wiedzy, którą chce przekazać prokuraturze” – zaznaczył.
Dodał przy tym wymowne zdanie:
– „Jeśli mówił prawdę, to jest to... wstrząsające. Bardziej niż to, co padło na antenie”.
Sprawa Szpitala Południowego pozostaje jednym z najgłośniejszych tematów ostatnich dni. Prokuratura prowadzi czynności wyjaśniające, a kolejne informacje ujawniane przez media wywołują szeroką debatę dotyczącą funkcjonowania publicznej ochrony zdrowia oraz mechanizmów zgłaszania nieprawidłowości przez tzw. sygnalistów.
Sam Krzysztof Stanowski podkreśla, że ostateczną ocenę zarzutów powinny wydać odpowiednie instytucje, jednak jego zdaniem sprawa wymaga bardzo dokładnego wyjaśnienia.
– „Jeśli mówi prawdę, to powinniśmy trzymać kciuki, żeby uniósł to obciążenie, żeby dał sobie radę z tą presją” – podsumował dziennikarz.
