Na czele ukraińskiej delegacji stanie premier Julia Swyrydenko. W wydarzeniu mają uczestniczyć przedstawiciele biznesu, administracji państwowej oraz samorządów, jednak lista nieobecnych jest równie głośna jak lista gości.

Kontrowersje wzbudza również fakt, że – jak podają media – na konferencję nie został zaproszony prezydent RP Karol Nawrocki. Według doniesień nie będzie też obecny minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, choć kwestie bezpieczeństwa i przemysłu zbrojeniowego pozostają jednym z kluczowych elementów przyszłej odbudowy Ukrainy.

Do sprawy ostro odniósł się europoseł PiS i były minister rozwoju Waldemar Buda.

– „Jestem bardzo blisko tego tematu, ponieważ jako minister rozwoju zabiegałem o rozpoczęcie dyskusji o odbudowie Ukrainy. Uważam, że konferencja, która rozpoczyna się w Gdańsku, tylko z nazwy jest o odbudowie Ukrainy. W zasadzie to jest konferencja donacyjna, służąca zbieraniu pieniędzy i datków na rzecz trwającej wojny i utrzymania Ukrainy” – powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

Zdaniem byłego ministra ukraińskie władze nie są obecnie zainteresowane rozmową o konkretnych kontraktach dotyczących odbudowy kraju.

– „Oni nie chcą na ten temat dyskutować, nie czynią starań, żeby kontraktować jakieś zlecenia. Wyciągają jedynie rękę po pieniądze w związku z dramatyczną sytuacją budżetu swojego państwa” – ocenił.

Jeszcze ostrzejsze słowa padły w kontekście kosztów organizacji wydarzenia.

– „Jesteśmy współorganizatorami tej konferencji. W mojej ocenie polega to na tym, że Ukraina pod tym organizowaniem się podpisała, a to my płacimy całe koszty” – stwierdził Buda.

Dodał również:

– „Mówiąc otwarcie jesteśmy zwykłymi frajerami, bo Niemcy po cichu próbują budować podstawy kontraktowe na różne elementy odbudowy, a my robimy wielkie konferencje, z których nic nie wynika”.

Portal wPolityce.pl skierował do organizatorów oraz kilku ministerstw pytania dotyczące kosztów organizacji wydarzenia. Dziennikarze chcą poznać m.in. wydatki na ochronę, logistykę, wynajem obiektów, obsługę medialną, transport oraz zaangażowanie służb państwowych.

Do chwili publikacji pełne koszty nie zostały przedstawione opinii publicznej.

Tymczasem skala przedsięwzięcia wskazuje, że mogą to być znaczące środki publiczne. Organizacją zajmuje się specjalny Komitet Sterujący powołany przez premiera Donalda Tuska. Na jego czele stoi minister finansów Andrzej Domański, a ważną rolę odgrywa również pełnomocnik rządu ds. odbudowy Ukrainy Paweł Kowal.

Coraz częściej pojawiają się pytania, czy konferencja nie okaże się przede wszystkim kosztownym wydarzeniem wizerunkowym.

Od wielu miesięcy przedstawiciele rządu podkreślali, że Polska będzie odgrywać kluczową rolę w procesie odbudowy Ukrainy. Tymczasem – jak wskazują eksperci rynku infrastrukturalnego i energetycznego – najważniejsze rozmowy gospodarcze Kijów prowadzi obecnie przede wszystkim z Niemcami, Francją, Austrią czy Wielką Brytanią.

Brak Wołodymyra Zełenskiego, brak konkretnych umów oraz brak zapowiedzi wiążących decyzji powodują, że wielu obserwatorów zaczyna postrzegać gdańskie wydarzenie bardziej jako forum dyskusyjne niż realne centrum podejmowania strategicznych ustaleń.

W tym kontekście krytycy rządu Donalda Tuska wskazują, że Polska ponosi znaczące koszty organizacyjne, podczas gdy polityczne i gospodarcze korzyści pozostają niejasne.

Dodatkowym problemem dla organizatorów mają być zapowiedziane protesty związane z polityką historyczną Ukrainy i kwestią pamięci o ofiarach ludobójstwa wołyńskiego.

Według zapowiedzi w Gdańsku mają odbyć się manifestacje pod hasłami „Wołyń pamiętamy” oraz „Gdańsk przeciwko banderyzmowi”.

To sprawia, że konferencja, która miała być pokazem międzynarodowej współpracy, rozpoczyna się w atmosferze sporów politycznych, pytań o koszty oraz wątpliwości dotyczących jej realnych efektów.