Jak ujawnił portal Politico, Metsola podjęła próbę wznowienia prac nad regulacją dotyczącą wykrywania materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci (CSAM), mimo że wcześniejsze propozycje zostały odrzucone przez Parlament Europejski.

Według dokumentów, do których dotarli dziennikarze Politico, część dyplomatów określiła działania przewodniczącej jako „bez precedensu”. Chodzi o zwrócenie się do państw członkowskich o kontynuowanie procedury legislacyjnej mimo wcześniejszego sprzeciwu europarlamentu.

Projekt od lat dzieli europejską scenę polityczną. Zwolennicy regulacji argumentują, że brak odpowiednich narzędzi utrudnia walkę z pedofilią i internetowym wykorzystywaniem dzieci.

Przeciwnicy odpowiadają jednak, że proponowane rozwiązania mogą prowadzić do masowego monitorowania komunikacji elektronicznej milionów obywateli.

Właśnie ten aspekt budzi największe emocje. Organizacje zajmujące się ochroną prywatności od dawna ostrzegają, że obowiązkowe lub półobowiązkowe skanowanie wiadomości mogłoby oznaczać osłabienie szyfrowania oraz stworzenie mechanizmów przypominających powszechny nadzór elektroniczny.

W marcu Parlament Europejski odrzucił projekt większością 311 głosów przeciwko 228. Pomimo tego sprawa powróciła na unijną agendę.

Szczególnie ostro zareagowali europosłowie zaangażowani w prace nad regulacją.

Czeska eurodeputowana Markéta Gregorová z grupy Zielonych przyznała, że była „niezwykle zaskoczona” działaniami przewodniczącej PE. Według niej zaproszenie skierowane do Rady UE jest „nie do przyjęcia i podważa stanowisko Parlamentu Europejskiego”.

Równie krytycznie wypowiedziała się belgijska eurodeputowana Hilde Vautmans z grupy Renew.

„Parlament odrzucił tę propozycję dwukrotnie i to się nie zmieni” – podkreśliła.

Zdaniem części parlamentarzystów przewodnicząca PE nie powinna próbować omijać decyzji większości eurodeputowanych.

Spór dotyczy nie tylko samego projektu, ale również zasad funkcjonowania unijnych instytucji.

Krytycy Metsoli twierdzą, że nawet szczytny cel ochrony dzieci nie może uzasadniać tworzenia narzędzi umożliwiających szerokie monitorowanie prywatnej komunikacji obywateli. Zwracają uwagę, że kompetencje związane z wykrywaniem przestępstw tradycyjnie należą do wyspecjalizowanych służb i organów ścigania, a nie do platform technologicznych analizujących ogromne ilości prywatnych danych.

W ich ocenie wprowadzenie mechanizmów pozwalających na systematyczne skanowanie komunikatorów, poczty elektronicznej czy innych kanałów komunikacji mogłoby stworzyć niebezpieczny precedens dla przyszłych prób rozszerzania nadzoru cyfrowego.