Jak poinformował rzecznik rządu Adam Szłapka, celem zmian jest zwiększenie przejrzystości procesu zarządzania lasami oraz dostosowanie polskiego prawa do standardów obowiązujących w Unii Europejskiej.
– „Zmiany wzmocnią ochronę przyrody i zagwarantują możliwość kontroli decyzji administracyjnych przez sądy” – przekonywał rzecznik rządu.
Jednak autorzy krytycznych analiz wskazują, że rzeczywiste skutki nowych przepisów mogą być znacznie dalej idące.
Sednem sporu są Plany Urządzenia Lasu (PUL), czyli podstawowe dokumenty określające sposób prowadzenia gospodarki leśnej w każdym nadleśnictwie. Powstają one raz na dziesięć lat i obejmują szczegółowe wytyczne dotyczące ochrony, pielęgnacji oraz pozyskiwania drewna.
Nowelizacja przewiduje możliwość zaskarżania decyzji zatwierdzających takie plany do sądów administracyjnych.
Według krytyków projektu nie oznacza to jednak zwiększenia wpływu lokalnych społeczności. Jak podkreśla Jacek Liziniewicz na łamach „Gazety Polskiej Codziennie”, uprawnienia mają otrzymać przede wszystkim organizacje społeczne prowadzące działalność statutową w zakresie ochrony przyrody.
Autor zwraca uwagę, że w praktyce mogą to być organizacje aktywistyczne od lat prowadzące spory z Lasami Państwowymi.
– „Nie jest to zwiększenie społecznego zaangażowania, ale przywileje dla organizacji, które jawnie wspierały Donalda Tuska w kampanii wyborczej i zwalczały Prawo i Sprawiedliwość” – ocenia Liziniewicz.
Drugim punktem sporu jest argument o dostosowaniu polskich przepisów do standardów unijnych.
Analiza przedstawiona w Ocenie Skutków Regulacji pokazuje jednak, że rozwiązania proponowane przez rząd Donalda Tuska nie funkcjonują w większości państw europejskich w podobnym zakresie.
W Finlandii i Szwecji nie istnieją nawet odpowiedniki polskich planów urządzenia lasu. W Austrii dokumenty takie nie podlegają zaskarżaniu przez organizacje społeczne. W Czechach możliwość odwołania mają głównie właściciele lasów oraz podmioty uczestniczące w sporządzaniu planów.
Również niemiecki model znacząco różni się od propozycji przygotowanej przez polski rząd.
Zdaniem przeciwników ustawy trudno więc mówić o prostym kopiowaniu europejskich rozwiązań.
Nowelizacja przewiduje również rozszerzenie katalogu instytucji opiniujących plany urządzenia lasu.
W proces mają zostać zaangażowane m.in. Państwowa Straż Pożarna, Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska, Wody Polskie, Wojsko Polskie, urzędy morskie oraz wojewódzcy konserwatorzy zabytków.
Przeciwnicy projektu alarmują, że może to doprowadzić do wielomiesięcznych opóźnień i urzędniczego chaosu.
Jeszcze większe obawy budzi możliwość wieloletnich sporów sądowych dotyczących planów gospodarki leśnej. Twórcy projektu sami zakładają, że nawet połowa nowych planów może być przedmiotem skarg.
Lasy Państwowe zarządzają około 77 proc. wszystkich lasów w Polsce. W samej instytucji zatrudnionych jest około 25 tys. osób, natomiast cały sektor leśno-drzewny daje pracę nawet 340 tys. pracowników.
Dlatego część ekspertów ostrzega, że przedłużające się blokady inwestycji i gospodarki leśnej mogą odbić się nie tylko na samych leśnikach, ale również na przemyśle drzewnym, meblarskim oraz lokalnych społecznościach utrzymujących się z tej działalności.
W ostatnich latach również na łamach Frondy.pl wielokrotnie publikowano analizy wskazujące na rosnącą presję organizacji ekologicznych na ograniczanie gospodarki leśnej, zwłaszcza w kontekście sporów dotyczących Puszczy Białowieskiej oraz wdrażania unijnej strategii bioróżnorodności. Zwracano uwagę, że część organizacji pozarządowych korzysta z zagranicznego finansowania i próbuje wpływać na decyzje dotyczące polskich zasobów naturalnych.
Spór o nowelizację ustawy o lasach wpisuje się w szerszą debatę dotyczącą przyszłości polskich lasów. Zwolennicy projektu mówią o większej kontroli społecznej i ochronie przyrody. Przeciwnicy odpowiadają, że nowe przepisy mogą stać się narzędziem blokowania gospodarki leśnej oraz przenoszenia realnych decyzji z rąk specjalistów do sądów i organizacji aktywistycznych.
