Najwyraźniej nie wie on jaką postawę zająć w wojnie orderowej na linii Karol Nawrocki – Wołodymyr Zełenski. 21 czerwca Tusk ogłosił na portalu X, że „Brnięcie w konflikt polityków w Polsce i w Ukrainie to strategiczny błąd, na którym stracą obie strony”. Było to więc podtrzymanie ulubionej taktyki lidera Koalicji Obywatelskiej – potępiania obu prezydentów, przy jednoczesnym przedstawianiu się jako głos rozsądku. Tyle, że sondaże wykazały, że większość Polaków, bo 51,2% ankietowanych popiera odebranie orderu Orła Białego ukraińskiej głowie państwa. Przeciw tej decyzji Nawrockiego jest mniejszość, bo tylko 35,5% uczestników sondażu, a 13,3% nie ma zdania.
Tusk jest wyczulony na sondaże, więc wie, że atakowanie Nawrockiego akurat w tym momencie może iść przeciw nastrojom większości. Ale niechęć wobec Nawrockiego w ostatnich dniach rozhuśtana została przez wielu intelektualistów sprzyjających Platformie, którzy jak się okazało, są gotowi przełknąć gloryfikację UPA w imię haseł o wprowadzeniu Ukrainy do Europy. Dlatego we wtorek 22 czerwca Tusk ograniczył się tylko do przypomnienia, że dokładnie 25 lat temu Jan Paweł II odwiedził Lwów i wzywał wtedy do oczyszczenia pamięci historycznej, dzięki której wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy niż to, co dzieli”. Tusk jednak nie wyjaśnił jak arbitralna decyzja Zełenskiego o uhonorowaniu „bohaterów UPA” ma się do papieskiego wezwania do „oczyszczenia pamięci historycznej”.
Teraz obecny premier ma kolejny kłopot. Kancelaria Zełenskiego zwleka z ogłoszeniem decyzji na temat przyjazdu ukraińskiego prezydenta na konferencję w Gdańsku w sprawie odbudowy Ukrainy. Jest jasne, że Zełenski czeka na jakiś sygnał poparcia ze strony Tuska. A Tusk choć zależy mu na powodzeniu imprezy nad Motławą, to obawia się zbyt wyraźnie żyrować Zełenskiego w starciu z Nawrockim.
Póki co, polski prezydent już ogłosił ustami swego ministra Marcina Przydacza, że nie doczekał się na zaproszenie na gdańską imprezę od rządu i w związku z tym nie wybiera się do Gdańska. A jakby było mało problemów, to urzędnicy ekipy Tuska wysyłają do mediów sygnały, że w Gdańsku ma dojść o podpisania atrakcyjnych dla Polski kontraktów z Ukrainą. Doradcy premiera najwyraźniej nie rozumieją, że w ten sposób wystawiają się na ewentualny kolejny afront ze strony Kijowa. Najwyraźniej nikt nie bierze pod uwagę po prostu przełożenia konferencji wobec tak lodowatej atmosfery politycznej między Rzeczpospolitą a państwem ukraińskim.
