Ukraińska dramatopisarka Lena Laguszonkowa przyznała, że unika publicznego eksponowania swojej narodowości. „Nigdy nie czytam ukraińskich książek w pociągu, żeby nie spędzić całej podróży na rozmowach o Banderze i Wołyniu” – powiedziała. Dodała również, że stara się nie rozmawiać po ukraińsku przez telefon w miejscach publicznych.

Podobne odczucia opisuje aktorka Oksana Czerkaszyna. „Moją pierwszą reakcją nie jest zastanawianie się nad przyszłością, lecz strach, który pojawia się tu i teraz” – stwierdziła w rozmowie z WP. Jak podkreśla, coraz częściej kontroluje swoje zachowanie i sposób mówienia w przestrzeni publicznej.

Najostrzejszą ocenę sytuacji przedstawiła pisarka Ołeksandra Iwaniuk. „Jasno i głośno oskarżam elity obu krajów o podkręcanie nastrojów” – powiedziała. Według niej napięcia polityczne zaczynają wpływać na codzienne relacje między zwykłymi ludźmi.

W tle tych wydarzeń pozostaje kryzys w relacjach polsko-ukraińskich wywołany sporami historycznymi. Szczególne emocje wzbudziła decyzja władz Ukrainy dotycząca upamiętniania formacji i postaci związanych z UPA. W Polsce organizacja ta jest kojarzona jednoznacznie ze zbrodnią wołyńską, w której według historyków zginęło od 100 do 120 tysięcy polskich obywateli.

Coraz częściej pojawiają się głosy, że polityka historyczna prowadzona przez otoczenie Wołodymyra Zełenskiego nie służy budowaniu dobrych relacji z Polską. Krytycy wskazują, że w czasie rosyjskiej agresji potrzebne są działania łagodzące spory, a nie decyzje, które prowokują kolejne konflikty wokół pamięci historycznej. Mówi się też o zakulisowych oddziaływaniach Barlina na działania Kijowa.

Zaniepokojenie sytuacją wyraziła również Litwa. Doradczyni prezydenta Litwy Asta Skaisgirytė zadeklarowała gotowość do mediacji między Warszawą a Kijowem. Z kolei prezydent Gitanas Nausėda podkreślił, że współpraca Polski i Ukrainy ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa całego regionu.