Wildstein przypomina o okolicznościach zatrzymania dziennikarza:
- „- mieliśmy do czynienia z oczywistym zatrzymaniem politycznym a więc i więźniem politycznym. Zastosowano zupełnie nieadekwatne środki względem dziennikarza. Był traktowany w sposób niedopuszczalny, wszystko wskazuje na to, że dokonano go w celu przejęcia dokumentów mogących obciążać drugą osobę w państwie i wiceszefa rządzącej partii, Romana Giertycha.
- Kraskowski od lat był obiektem hejtu i nagonki (w tym gróźb pozbawienia życia) trolli powiązanych z ludźmi od Giertycha, po zatrzymaniu Kraskowskiego trolle z farm hejterów Giertycha wprost wyrażały radość, że im się udało dorwać Kraskowskiego.
- Kraskowski ujawnił i przedstawił bardzo mocne dowody na to, że druga osoba w państwie, prawa ręka Tuska i wiceszef rządzącej partii to niebezpieczny, brutalny gangster polityczny, zaś w powiązanych z nim aferach pojawia się trop rosyjski- co zostało potwierdzone przez inne media.
- media powiązane z władzą wyciszały jak się da temat (niektóre nawet usprawiedliwiały!), jest to ich absolutna kompromitacja, dowód ich degeneracji, osiągnięcia poziomu szczekaczek z Rosji czy Białorusi.
- podobnie milczenie w tej sprawie NGOsów takich, jak Amnesty, czy Helsińska Fundacja jest ich absolutną kompromitacją i dowodem bycia skorumpowanym przez obecny system. Podobnie z środowiskami "intelektualnymi czy "obywatelskimi" (Kultura Liberalna, Fundacja Batorego etc) czy pseudo lewicą (czy np Krytyka Polityczna zauważyła sprawę?)”.
W przekonaniu autora, zwolnienie Kraskowskiego oznacza, że „władza się przestraszyła i wycofała”.
- „Niestety w niczym nie zmienia to faktu, że państwo, w którym w ten sposób potraktowano dziennikarza krytykującego władzę, bliżej do mafijnego bantustanu niż zachodniej demokracji”
- zaznacza.
