Wiadomości
Gdy słyszę, jak feministki przekonują, że głównym argumentem za aborcją ma być fakt, że macice są ich, i że nikt nie ma prawa wtrącać się do tego, co one z nimi zrobią, to nóż otwiera mi się w kieszeni. Idąc bowiem dalej tropem tej logiki można, i to bez większego wysiłku, zbudować argumentację na rzecz gwałcicieli. Oni także, jak aborcjoniści, mogą zacząć przekonywać, że nikomu nic do tego, co robią oni ze swoimi narządami. „Ręce precz od naszych członków” - powinni krzyczeć. „Mamy prawo robić z nimi, co chcemy”, „nikt, a już na pewno nie jakieś stare zasady, nie mogą nas powstrzymać przed realizacją naszej wolności”. A jeśli jakaś kobieta, ośmieliłaby się sugerować, że z członkami mogą robić, co chcą, ale już z innymi osobami nie, powinni zacząć przekonywać, że kobiety nie powinny się w tej sprawie wypowiadać, bo one przecież akurat tego narządu nie mają, są więc pozbawione moralnego prawa do dyskutowania o gwałcie. Niech siedzą cicho i zajmują się, bo ja wiem, aborcją.