Sakiewicz: Jeden kamień porusza lawinę
Sześćdziesiąt osiem tysięcy dwieście trzydzieści sześć głosów – dokładnie tyle przesądziło o wygranej Donalda Trumpa (na podstawie portalu Politico.com). Nie chodzi o głosy w całym kraju, ale w jednym, decydującym stanie – Pensylwanii. Często zapominamy, że Amerykanie nie wybierają bezpośrednio prezydenta USA. Wybierają go elektorzy, wyłonieni w dniu uważanym za wybory prezydenckie, czyli w drugi wtorek listopada. Elektorzy na ogół nie są wybierani proporcjonalnie do oddanych głosów. W większości stanów USA panuje system całkowicie większościowy. To znaczy ten, kto wygrywa, choćby minimalnie, bierze wszystko. To niemal przesądza o sposobie prowadzenia kampanii wyborczej. Jeżeli jakiś stan ma większość popierającą zdecydowanie republikanów, to demokrata nie powinien tracić czasu na walkę o niego. Podobnie jest ze stanami demokratycznymi. Nie walczą o nie republikanie. O co więc tak naprawdę biją się kandydaci na prezydenta USA? O stany, w których różnica pomiędzy elektoratami dwóch głów