Kościół
Może to skutek jesiennej depresji, szarości za oknem, wszechobecnych wirusów, ale przygnębiła mnie rozmowa z Jackiem Krzysztofowiczem. Niegdyś dominikaninem, dziś już osobą świecką, mężem. Osobiście ojca Krzysztofowicza nie znałam, słuchałam natomiast jego kazań, rekolekcji, które swego czasu głosił w Warszawie. Dziś na zdjęciu widzę mężczyznę w średnim wieku, ze smutną twarzą i smutnymi oczami. Bo nawet jeśli zracjonalizujemy sobie nasze decyzje, jeśli wszyscy wkoło będą nas w nich utwierdzać, to i tak radykalne zakwestionowanie swojego życia, tego kim jestem, zostawia ślad. Od swojej historii uciec się nie da. I to nie słowa mówią o naszej kondycji, a twarz. Ten charakterystyczny smutek w oczach widzę już nie u pierwszego księdza, który zaczął nowe życie. Nowe, ale czy faktycznie lepsze?