Wiadomości
Publicysta wspomina swój pobyt w Tunisie. Miał chwilę, aby obserwować Morze Śródziemne, ale z błogiej chwili wytchnienia wyrwał go telefon od Pawła Paliwody. Dziennikarz opowiadał, że jeden z organizatorów namiotu Solidarni 2010 został pobity przez strażników miejskich. "Wyjaśniał szczegółowo. Tłumaczyłem, że jestem na innym kontynencie, jego zabije telefoniczny rachunek, a przecież i tak nic nie będę w stanie zrobić przed powrotem do kraju już za dwa dni. Małodusznie chciałem, żeby dał mi spokój i pozwolił uwolnić się choćby na ten moment od problemów kraju. Nie ustąpił zanim nie wyjaśnił wszystkiego i nie wymusił, abym zadeklarował, że o sprawie napiszę" - relacjonuje Wildstein.