„Dał nam przykład Igor Tuleya, jak gwiazdorzyć mamy!” - parafraza Mazurka Dąbrowskiego idealnie pasuje do bohatera ostatnich dni na naszej scenie... No właśnie, jakiej? Politycznej? W jakiej roli należy potraktować niezawisłego sędziego?
- Nocne przesłuchania, zatrzymania - taktyka organów ścigania w tej sprawie dr. Mirosława G. może budzić przerażenie - mówił na sali sądowej sędzia Igor Tuleya. - Budzi to skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami z lat 40. i 50. - czasów największego stalinizmu – grzmiał Tuleya.
I pomyśleć, że to wszystko na temat sprawy lekarza, który – po prostu - brał w łapę. A co tam, że przyjmował łapówki! Jak są kaczyści, znajdzie się i ofiara!
Dziś już wiadomo, że dla Tulei nie będzie dyscyplinarki, że prezes Trybunału Konstytucyjnego nie widzi niczego niestosownego w całej sprawie (poz niemal przyrodzoną niestosownością Kamińskiego, Ziobry i innych ponurych funkcjonariuszy kaczystowskiego rezimu), a jedynie przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa Antoni Górski – jako reprezentant środowiska sędziowskiego – zdobył się na słowo „przepraszam”. Jako jedyny z wierchuszki zauważył, że z tym zestawianiem autentycznych ofiar stalinizmu z przeciętnym łapówkarzem „coś nie halo”.
A sędzie Tuleya? Chyba poczuł się jak ryba w wodzie. W końcu nie często miał okazję pozować do obiektywu w ramach sesji fotograficznej. Sędzia zadumany, sędzia uśmiechnięty, sędzia w todze, sędzia bez togi... Tylko czekać na informacje na Pudelku! Na Frondelku, jak mówią złośliwi, już jest.
Aleksander Majewski
