Wiadomości
- Widziałem tragedię. Niektórzy leżeli na chodnikach albo umierali w rynsztokach – wspominagen. Ścibor-Rylski. - Do dziś mam w oczach potworny widok ludzi szkieletów. Pamiętam też dzieci wychodzące z getta kanałami. Ale to było już na zewnątrz, zaraz za murem, przy placu Grzybowskim. Dziewczynki i chłopcy. Przeważnie żebrali, prosili o pomoc, o jedzenie. Kręcili się po Marszałkowskiej. Dochodzili nawet do Nowego Światu – mówi. Jak wyglądała pomoc im? - W mojej obecności przechodnie dawali tym dzieciom chleb, drobne pieniądze. Polscy policjanci odwracali się, żeby tego nie widzieć – dodaje generał.O samym wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim mówi dziś: - Strasznie to wyglądało. Strzelanina, wybuchy, palące się domy. Jednego dnia co kilkanaście - kilkadziesiąt minut nad getto nadlatywał samolot, zrzucał bombę i wracał. Dla nas, młodych ludzi, ten widok mordowania żydowskiej dzielnicy był strasznie przygnębiający. Staliśmy z boku, patrzyliśmy i nie mogliśmy pomóc (…) Były w AK jednostki