Wiadomości
W porównaniu z cenzurą w czasach komuny – ale także tą dzisiejszą – cenzura carskiej Rosji była przynajmniej uczciwa w tym sensie, że nie była anonimowa i ingerencji nie owijała w bawełnę. Cenzor rosyjski miał mundur, bo był carskim urzędnikiem. Chodził w stroju z akselbantami pułkownika i było jasne, że jest częścią SYSTEMU. Tak na przykład chadzał znany przyjaciel(!) pisarzy i artystów w Warszawie Franciszek Sobieszczański. Co ważne – bo przynajmniej było wiadomo kto za co odpowiadał – w publikacjach na drugiej stronie za okładką cenzor był wymieniany z imienia, nazwiska i stanowiska. Ruski cenzor – w imieniu imperium – był panem i władcą twórczości pisarzy i dziennikarzy, ale, uwaga, miał obowiązek przyjąć każdego, cenzurowanego przez siebie, twórcę. To był jego psi obowiązek, choć oczywiście mógł całkowicie zlekceważyć jego argumenty (czy prośby), aby jednak ukazało się coś, co cenzor chciał zdjąć.