Rodzina
I gdybym był złośliwy, to powiedziałbym jasno, że państwo jest jeszcze zdecydowanie za mało skuteczne w zabieraniu dzieci (o przepraszam za ten jakże opresyjny język chodzi oczywiście o ratowanie dzieci przed ich własnymi rodzicami, którzy – o zgrozo – nie zapłacili składki na komitet rodzicielski). A wszystko dlatego, że pracownicy socjalni muszą czekać na donos, by wkroczyć i móc odebrać dziecko z powodu muszek owocówek czy chomika (nie mówiąc już o braku stosownego szacunku dla urzędnika). W efekcie powiedzmy sobie zupełnie wprost w wielu domach bez wątpienia muszki owocówki panoszą się, jak w domu państwa Bałutów, a urzędnicy nic o tym nie wiedzą. Może się też okazać, że gdzieś dzieci są przekarmiane, a gdzie indziej za chude, co też nie powinno umknąć uwagi państwu, które natychmiast w takiej sytuacji powinno wysłać dzieci do domów dziecka, gdzie z pewnością będzie im lepiej.