Rodzina
„Pani to najchętniej zamknęłaby wszystkie kobiety w domu i jeszcze kazała im rodzić dzieci. Dużo dzieci”. Taki zarzut, kuriozalny zresztą, słyszę za każdym razem, kiedy biorę udział w dyskusji na temat macierzyństwa, relacji matki i dziecka, a także – nie bójmy się tego słowa – poświęcenia. Bo bycie matką z poświęceniem ma – czy nam się to podoba czy nie – jednak sporo wspólnego. I nie chodzi tu o robienie z siebie jakiejś cierpiętnicy, tylko o poświęcenie w znaczeniu pozytywnym, jako oddanie siebie, swojego czasu drugiej osobie, zrobienie coś dla niej, nawet jeśli być może nie do końca jest to moje ulubione zajęcie albo mam na to ochotę. Ale skoro kogoś kocham, to i poświęcenie nie powinno być problemem. Tymczasem dla wielu osób jest to jednak spory problem. Nie do przejścia. Gary Thomas, autor książki „Święte rodzicielstwo”, wprost mówi, że staliśmy się specjalistami od miłości własnej. Przez to zatracamy umiejętność troszczenia się o innych. „Słowo «poświęcenie» nabrało tak bardzo n