Premier Donald Tusk zaproponował swoją „prawą rękę”, byłego ministra ds. wdrażania polityka rządu Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Próba politycznego przejęcia kontroli nad sądem konstytucyjnym wywołała sprzeciw nawet wśród polityków ugrupowań koalicyjnych. Jak w tej sprawie zagłosują jutro reprezentanci Polski 2050?
- „Decyzja jest taka, że nie ma dyscypliny w tej sprawie”
- powiedziała przewodnicząca ugrupowania po rozmowach w klubie.
Przypomniała przy tym o wartościach, z jakimi na ustach do wyborów szła koalicja Donalda Tuska.
- „My w takich sytuacjach uznajemy, że taka wolność sumienia i decyzja sumienia jest najważniejsza. Sprawa jest naprawdę niełatwa. Po jednej stronie jest bardzo kompetentny - wszyscy bezdyskusyjnie szanujemy ministra Berka - minister. Po drugiej stronie jest zobowiązanie takie na poziomie fundamentalnym, czyli zobowiązanie wartości, które podjęliśmy idąc do Sejmu, idąc do władzy. I to zobowiązanie też zostało zmaterializowane w ustawie, która była głosowana i w której było powiedziane, że prosto z rządu nie należy iść do Trybunału Konstytucyjnego, bo Trybunał Konstytucyjny ma być apolityczny”
- podkreśliła.
„Wartości są wartościami”
Sama Pełczyńska-Nałęcz nie jest posłanką. Zdradziła jednak, jakby głosowała, gdyby nią była.
- „Z szacunku do ministra Berka, z którym bardzo dobrze się współpracowało w rządzie, głosowałabym przeciwko nie tyle jego kandydaturze, ale jednak nie za tym, żeby wszedł do Trybunału Konstytucyjnego. Dlatego, że wartości są wartościami. Wartości to jest fundament. Z szacunku do ministra Berka, który dla mnie zawsze te wartości uosabiał i uosabia”
- stwierdziła.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.