Spór o wspólny budżet
W Parlamencie Europejskim odbyła się debata na temat wieloletniej perspektywy finansowej, czyli unijnego budżetu na lata 2028–2034. Komisja Europejska, która przygotowała plan budżetu, ustami swojej szefowej Ursuli von der Leyen wskazała główne obszary finansowania, którymi są: polityka spójności (wsparcie regionów biedniejszych), rolnictwo i dopłaty dla rolników, rozwój nowych technologii i wsparcie przemysłu europejskiego, spłata długów po pandemii, programy dla młodzieży oraz bezpieczeństwo. Wydatki zaplanowane na rekordowym poziomie blisko 2 bilionów euro muszą równoważyć się z wpływami, więc znalezienie dodatkowych źródeł dochodów, np. w postaci nowych podatków, będzie nieuniknione. Dotychczasowe składki państw członkowskich to za mało, aby udźwignąć tak duży plan, ale Komisja Europejska nie zamierza go ograniczać:
– Chciałabym przestrzec przed dużymi cięciami w budżecie. Istnieje ryzyko, że głęboko uderzą one w kluczowe priorytety, które wspólnie uzgodniliśmy — powiedziała szefowa Komisji Europejskiej, otwierając dyskusję.
Północ-południe i inne spory
Debata po wystąpieniu Ursuli von der Leyen pokazała, jak rosną napięcia i podziały między państwami. „Skąpcy europejscy”, czyli Austria, Niemcy, Dania, Szwecja i Finlandia, domagają się oszczędności budżetowych i wyrażają niechęć do zadłużania się Wspólnoty oraz finansowania unijnych dotacji z podatków swoich obywateli. „Skąpcy” naciskają, aby zabrać część pieniędzy rolnikom i przenieść je na: obronność, bezpieczeństwo granic, rozwój nowoczesnych technologii i ochronę klimatu. Postawa „bogatej północy” nie powinna zaskakiwać – to oni w głównej mierze finansują unijną kasę, wpłacając do niej więcej, niż otrzymują.
„Biedne południe i wschód” to kraje, które wciąż biorą z budżetu więcej, niż wpłacają, dlatego zależy im, aby budżet był jak największy. Kraje takie jak Polska czy Włochy chcą ochrony rolnictwa i polityki spójności (czyli dopłat dla rolników i funduszy na wyrównywanie poziomu życia między biedniejszymi a bogatszymi regionami).
– Każde cięcie w tym budżecie jest niekorzystne dla Polski – mówi eurodeputowany Bogdan Rzońca, członek Komisji Budżetowej w Parlamencie Europejskim. – Polska ma otrzymać 123 miliardy euro na 7 lat i może nie jest to kwota zawrotna, bo na rok wypada po 17,5 miliarda, ale każde cięcie w budżecie spowoduje zmniejszenie wydatków, czy to na rolnictwo, czy na dotacje dla biedniejszych obszarów i miast, czy na rozwój nauki i nowoczesnych technologii.
Jest też spór między Brukselą i państwami wspólnoty o władzę i kontrolę. Komisja Europejska chciałaby bardziej centralnie sterować pieniędzmi i mocniej powiązać wypłaty z przestrzeganiem unijnych zasad oraz reformami wewnętrznymi w krajach. Państwa członkowskie bronią się przed tym, nie chcąc, aby Bruksela zyskała nad nimi zbyt dużą kontrolę.
Maski opadną na szczycie
Do uchwalenia wieloletniego budżetu Unii Europejskiej potrzebnych jest trzech graczy: Komisja Europejska, która przygotowuje wstępny projekt budżetu, Rada Unii Europejskiej (ministrowie finansów 27 państw) i Parlament Europejski (720 europosłów). W praktyce ministrowie z Rady UE nie podejmą ostatecznych decyzji bez wytycznych od szefów swoich państw i rządów, czyli Rady Europejskiej. To 27 przywódców „uzgadnia” wszystkie uwarunkowania i kompromisy podczas szczytu Rady Europejskiej. Wspólne stanowisko musi być jednomyślne, dlatego tak ważny będzie najbliższy, dwudniowy (15–16 października) szczyt RE w Brukseli.
– Na tym szczycie okaże się, czy pan premier Donald Tusk będzie bronił polskiego i europejskiego rolnictwa, spójności i polityki regionalnej, czy może wycofa się z tego porozumienia po to, żeby ułatwić uchwalenie wieloletniego budżetu na lata 2028–2034 jeszcze w tym roku – kwituje Bogdan Rzońca.
Skąd ten pośpiech?
Budżet na nową perspektywę finansową zwykle uchwala się w grudniu roku poprzedzającego, czyli na lata 2028–2034 mógłby być uchwalony dopiero w grudniu 2027. Skąd więc ten pośpiech?
Wynika z kalendarza wyborczego. W kwietniu 2027 roku odbędą się wybory we Francji i wszystko wskazuje na to, że wygra je Marine Le Pen z prawicowego Zjednoczenia Narodowego, która już zapowiedziała drastyczne zmniejszenie składki członkowskiej Francji do Unii Europejskiej. W przyszłym roku odbędą się też wybory w Polsce, we Włoszech i w Grecji, a już za miesiąc wybory w Hiszpanii, więc przyszłoroczny szczyt Rady Europejskiej mógłby pokrzyżować plany Ursuli von der Leyen.
– Jeśli we Francji wygra Marine Le Pen, kandydatka opozycyjna do mainstreamu europejskiego, to na przyszłorocznej Radzie Europejskiej nie zgodzi się na takie wydatki z unijnego budżetu – wyjaśnia Bogdan Rzońca. – Budżet wieloletni musi zostać zatwierdzony jednogłośnie, stąd pośpiech, aby zatwierdziła go Rada Europejska w obecnym kształcie, jeszcze z prezydentem Emmanuelem Macronem - kwituje polski europarlamentarzysta.
Jeśli przywódcom 27 państw nie uda się wypracować budżetowego kompromisu na październikowym szczycie, to spotkają się jeszcze dwukrotnie. Kolejne terminy wyznaczono na 26–27 listopada oraz 17–18 grudnia.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.