Wiara

Jak przemienić rany w perły? O. Anselm Grün o uzdrowieniu zranień z dzieciństwa

Życie człowieka naznaczone jest wieloma zranieniami, których doświadczamy również od najbliższych. Szczególnie silnie oddziałują na nas zranienia, których doświadczyliśmy w dzieciństwie. Jak sobie z nimi radzić, aby nie przekazywać tych ran innym lub nie narażać się na nieświadome wystawianie się na kolejne raniące sytuacje, a przeciwnie – by wynieść z nich większą siłę?

6 min czytania
Grafika wygenerowana komputerowo
Grafika wygenerowana komputerowo

Nad tym pytaniem pochyla się o. Anselm Grün OSB, którego pracy polskie tłumaczenie opublikował serwis Katolik.pl. Benedyktyn przywołuje myśl mistyczki Hildegardy z Bingen, wedle której udane życie jest przekształcaniem ran w perły. 

- „Jeśli stawimy czoła naszym ranom, to mogą one stać się dla nas czymś niesłychanie cennym, mianowicie życiodajnym źródłem i błogosławieństwem nie tylko dla nas ale również dla innych. I o to właśnie chodzi. Spoglądając na nasze rany, nie powinniśmy nikogo oskarżać, ani ojca ani matki. Nie powinniśmy również zbyt szybko usprawiedliwiać naszych rodziców. Po prostu spoglądajmy na nie i zastanówmy się jak do nich doszło. Za to jak później postąpimy z naszymi zranieniami ponosimy odpowiedzialność. Nasze życie duchowe będzie również od tego zależało, czy przyjrzeliśmy się naszym zranieniom. Inaczej, nieuświadomione, będą kształtować naszą pobożność. Zaciemnią nasz obraz Boga i ukształtują w nas duchowość, poprzez którą nieustannie będziemy siebie samych ranili, zamiast pozwolić się Bogu uzdrowić”

- pisze duchowny.

Zranienia od matki

Mnich przygląda się zranieniom pochodzącym od matki zauważając, że od relacji z matką zależy zdolność do zbudowania relacji ufności z Bogiem. Jeżeli matka nie potrafi obdarzyć dziecka zdolnością do ufności, jako dorosły człowiek będzie ono miało problem z wiarą w bezwarunkową miłość Boga. 

- „Rana pochodząca od matki polega na tym, że dziecko zostaje zaakceptowane tylko warunkowo: »Możesz istnieć, ale pod warunkiem, że coś z siebie dasz, że odniesiesz sukces, że będziesz grzeczny, dostosujesz się do mnie i nie będziesz mi sprawiał kłopotów«. Takie dzieci rozwijają w sobie później - twierdzi Jezuita Karl Frielingsdorf - strategie przeżycia. Starają się coraz więcej dać z siebie, aby wreszcie zdobyć uznanie i akceptację. Nigdy nie wypowiadają swojego zdania na jakiś temat, a wszystko po to, by wszędzie być lubianym. Dostosowują się wszędzie, aby być przez wszystkich akceptowanym. Zainteresowanie ze strony matki muszą niejako wykupić swoimi osiągnięciami. Tylko, że wtedy trudno mówić jeszcze o prawdziwym życiu, jest to raczej strategia przeżycia”

- wyjaśnia.

Wśród różnych ran, które matka może zadać dziecku, duchowny wymienia „doświadczenie matki, która kocha dziecko nadludzką, nadmierną miłością, jednocześnie bardzo silnie wiążąc je ze sobą”. 

- „Taka matka potrzebuje dziecka dla siebie samej i uzależnia je całkowicie od siebie. Kocha dziecko pod warunkiem jednak, że będzie jej ono za to wiecznie wdzięczne. Pozostawia to w dziecku ślady w postaci nieustannego poczucia winy z powodu przekonania dziecka, że nigdy nie będzie ono dość wdzięczne za jej miłość”

- zauważa.

Zranienia od ojca 

O. Grün odnosi się do opinii szwajcarskiego neurologa Teodora Boveta, wedle którego „uzależnienie zawsze »zastępuje« matkę, ideologia zaś ojca”. 

- „Pewna kobieta opowiadała mi, że nauczycielka często pytała ją, skąd u niej te sińce. Nigdy jednak nie odważyła się przyznać, że to ojciec ją tak pobił. Takie zachowanie ojca jest źródłem dezorientacji córki, będzie ono przez całe życie powodem jej niepewności i lęku przy próbie nawiązania każdego nowego kontaktu. Będzie ona tęsknić za bliskością mężczyzny doznając jednocześnie lęku przed kontaktem z nim i nieświadomie oczekiwać jego razów. Jeśli nie poradzi sobie z tym zranieniem, wtedy będzie nieustannie powtarzać to zranienie, pozwalając się za każdym razem na nowo wykorzystywać mężczyznom”

- pisze.

W inny sposób przez ojca zraniony może zostać syn. 

- „Syn doznaje zranień ze strony ojca, kiedy ten jest tak silny, że syn nie ma szans kiedykolwiek dotrzeć do niego [dorównać mu]. Ojciec potrafi wszystko. Syn czuje się przy nim nieudacznikiem. Ojciec nie czyni tu nic złego. Przez samą swoją obecność rani syna, daje mu odczuć, że nigdy mu nie dorówna. Ze świadomym zranieniem syna mamy do czynienia wtedy, gdy ojciec jest zbyt porywczy, zapalczywy. Kiedy w przypadku każdej agresji syna ucieka się do przemocy. Syn przystosuje się wtedy do niego i będzie uległy, tracąc zdolność do radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych. Jeśli tylko syn odważy się mieć własne zdanie, zostanie ono natychmiast przez ojca zdyskredytowane lub po prostu stłamszone. Doprowadzi to do tego, że syn nigdy nie stanie się samodzielny lub też będzie nieustannie uciekał w »rebelię«, przeciwstawiając się ojcu”

- wyjaśnia.

Wskazuje, że zranienia doznane od ojca rodząc lęk przed konfliktami, bo ludzie boją się, że nie zdołają się obronić czy problemy z autorytetami, bo w każdym autorytecie dostrzegają autorytarnego ojca. 

- „Często wyróżnia ich również głęboko zakorzeniony brak zaufania Bogu. Odbierają Boga jako »Boga samowoli«, który im na nic nie pozwoli, którego zawsze w ostateczności trzeba się bać, że uczyni coś nieprzewidywalnego. Jeśli rana ta nie zostanie »obejrzana«, będzie się ona powtarzać w związku małżeńskim, w kontakcie ze swoim przełożonym w firmie, ale też w kierownictwie duchowym. Człowiek skłonny jest wtedy do wyboru kierownika duchowego, który będzie go ranił podobnie jak jego ojciec”

- podkreśla.

Jak sobie z tym radzić?

O. Grün wyjaśnia, że pierwszym krokiem do uzdrowienia jest obejrzenie swoich ran. 

- „To oglądanie polega według mnie na tym, że przyglądam im się w obecności Boga i przedstawiam je Bogu. Niektórzy uważają, że wystarczy tylko się modlić, a ich rany zostaną natychmiast uzdrowione. Inni twierdzą, że oddali swoje rany Jezusowi, dlatego nie muszą się więcej o nie troszczyć. Oczywiście, że modlitwa jest ważna, aby poradzić sobie ze swoimi ranami. Ale nie wolno nam naszych ran w modlitwie pomijać”

- przestrzega.

Na modlitwie człowiek musi przedstawić Bogu swoje rany, zgadzając się z tym, że odczuje związany z nimi ból. Następnie trzeba pogodzić się z istnieniem tych ran. 

- „Zamiast nieustannie złorzeczyć nie godząc się na własną sytuację, trzeba zaakceptować fakt, że taka jest historia mego życia. Muszę wybaczyć Bogu, że pozwolił narazić mnie na takie dzieciństwo. Muszę wybaczyć ludziom, którzy mnie zranili. Mogę im jednak wybaczyć dopiero wtedy, kiedy dopuszczę do siebie gorycz rozczarowania i złość z powodu, że tak bardzo mnie zranili. Wreszcie muszę wybaczyć również samemu sobie to, że w historii mojego życia stałem się tym kim jestem. Kiedy pojednam się ze swoimi ranami, wtedy mogą one ulec przemianie stając się perłami”

- zauważa benedyktyn.

W ten sposób rana staje się narzędziem do zrozumienia własnego serca, ale również do otwarcia i wrażliwości na ludzi wokół. 

- „Rana może mnie również otworzyć na Boga. Jeśli pojednam się ze swoją raną, wtedy staje się ona bramą, poprzez którą dociera do mnie miłość Boża. Rana sprawia, że pozostaję otwarty na Boga”

- podkreśla zakonnik.

W zmaganiu się z naszymi ranami mogą pomóc nam medytacje nad historiami uzdrowień w Biblii czy nabożeństwo do świętych, ale również zestawienie trudnych momentów historii naszego życia z momentami, w których czuliśmy się bezpieczni i kochani. Autor momenty te nazywa „śladami Anioła”. 

- „Ślady Anioła, które odnajdziemy w każdym życiu, wskażą nam moce uzdrawiające w naszym życiu. Ślady Anioła odnajdziemy pytając: Gdzie jako dziecko czułem się ze sobą dobrze? Co robiłem chętnie? Gdzie mogłem o sobie zapomnieć? W co najchętniej się bawiłem? Gdzie czułem się przyjęty i bezpieczny?”

- wskazuje.

O. Grün podkreśla, że nie jesteśmy po prostu skazani na zranienia.

- „Mogą one zostać przemienione w perły, coś drogocennego, co nie będzie więcej przeszkodą w naszym życiu, a raczej obdarzy nasze życie najgłębszą wartością. Nie posiadamy poza tym jedynie ran, ale również ślady uzdrawiające, kiedy Bóg był obecny w naszym życiu, są to ślady poprzez które Bóg chciałby również dzisiaj w nas działać, wypełniając nas swoją mocą i siłą. Bóg jest w nas źródłem zbawienia i uzdrowienia. Musimy je tylko odkryć i się ku niemu zwrócić. Wtedy doświadczymy pośród naszych zranień, że istnieje w nas przestrzeń, która jest już zintegrowana i uzdrowiona”

- pisze mnich.

Źródło: Katolik.pl, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej