Temat podjął niemiecki „Die Welt”, który opisał najnowsze wyniki badań dotyczących wpływu wielkich morskich farm wiatrowych na regionalny klimat.
Naukowcy przeanalizowali scenariusze rozbudowy farm offshore na szelfie północno-zachodniej Europy. W modelach uwzględniono zarówno obecny poziom rozwoju energetyki wiatrowej, plany na 2030 rok, jak i znacznie bardziej rozbudowane scenariusze po 2050 roku.
Wyniki są interesujące, bo pokazują mechanizm, o którym przeciwnicy nadmiernej koncentracji turbin mówili od dawna: turbiny odbierają energię kinetyczną przepływającemu powietrzu, zmniejszają prędkość wiatru i zmieniają turbulencję w dolnych warstwach atmosfery.
Mniej wiatru, mniej wilgoci docierającej do lądu?
Autorzy badania wykazali, że w najbardziej rozbudowanych scenariuszach prędkość wiatru przy powierzchni morza może lokalnie spaść nawet o 2–3 m/s. To nie pozostaje bez wpływu na transport wilgoci.
Nad samymi farmami wiatrowymi modele wskazują wzrost opadów. Powietrze zostaje tam wyhamowane, rośnie ruch pionowy i łatwiej dochodzi do kondensacji pary wodnej.
Problem pojawia się dalej, po zawietrznej stronie wielkich zespołów turbin.
Według badania opublikowanego w „Communications Earth & Environment” w bardzo intensywnym scenariuszu rozwoju energetyki offshore po 2050 roku opady w części obszarów przybrzeżnych Niemiec, Holandii i Wielkiej Brytanii mogłyby spaść o około 10–12 proc.
W niektórych rejonach Jutlandii w Danii spadek przekraczał 15 proc.
Mechanizm jest stosunkowo prosty: turbiny zmieniają przepływ powietrza oraz rozkład turbulencji. Nad farmami rośnie unoszenie wilgotnego powietrza, a dalej za nimi może dochodzić do osłabienia ruchów wznoszących, ograniczenia tworzenia chmur i zmniejszenia opadów.
„Die Welt”: nowe badanie dostarcza amunicji krytykom
Niemiecki „Die Welt” zwraca uwagę, że przez lata krytycy energetyki wiatrowej podnosili argument o możliwym wpływie dużych skupisk turbin na pogodę.
Danych było jednak niewiele.
Nowa analiza daje temu sporowi znacznie poważniejszą podstawę naukową. Gazeta opisuje sytuację wprost: w najbardziej rozbudowanych wariantach farmy wiatrowe mogą zmieniać rozkład deszczu i sprawić, że większa część opadu pojawi się nad morzem, a mniejsza dotrze do części wybrzeży.
Nie oznacza to jednak, że każda farma wiatrowa automatycznie powoduje suszę.
Autorzy najnowszego badania podkreślają, że największe efekty pojawiają się w scenariuszach bardzo intensywnej zabudowy Morza Północnego po 2050 roku.
Dla obecnej skali rozwoju oraz wariantu 2030 zmiany są wyraźnie mniejsze.
Wcześniejsze badania też wykazywały wpływ na pogodę
To nie pierwsza praca naukowa pokazująca, że turbiny nie są dla atmosfery całkowicie „przezroczyste”.
Już wcześniej badacze wykazywali, że wielkie farmy wiatrowe mogą zmieniać prędkość wiatru, pionowe mieszanie powietrza, temperaturę oraz wilgotność w swoim otoczeniu. Badania satelitarne prowadzone w Teksasie wykazały m.in. zmiany temperatury powierzchni ziemi w rejonach dużych farm wiatrowych.
Z kolei badania dotyczące Morza Północnego pokazywały rozległe ślady aerodynamiczne farm, sięgające dziesiątek kilometrów. W jednej z analiz średnia prędkość wiatru za farmami spadała o około 1 m/s, a oddziaływanie śladu aerodynamicznego było wykrywalne nawet 35–40 km dalej. Jednocześnie wcześniejsze symulacje dla Europy wskazywały, że przy bardziej realistycznej skali rozwoju energetyki wiatrowej wpływ na klimat regionalny jest niewielki i wyraźnie mniejszy od naturalnej zmienności pogody.
Nowe badanie nie kończy więc sporu, ale pokazuje, że pytanie o wpływ gigantycznych skupisk turbin na obieg wilgoci nie może być już sprowadzane do prostego stwierdzenia, że farmy wiatrowe nie oddziałują na pogodę. Oddziałują. Kluczowe pytanie brzmi: jak mocno i przy jakiej skali ich koncentracji?
Jerzy Mróz
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.