Polityka

Drugi próg podatkowy pożera podwyżki Polaków. Domański i Tusk… bezradni

Coraz więcej pracowników przekracza granicę drugiego progu podatkowego, ale rząd nadal nie przedstawił konkretnego harmonogramu jego podniesienia. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański przyznał, że resort analizuje zmiany w systemie PIT, lecz na ostateczną decyzję trzeba jeszcze poczekać.

3 min czytania
Artur Domanski
Artur Domanski · fot. Screenshot - YooTube/TVP Info

Obecnie dochody do 120 tys. zł rocznie są objęte stawką 12 proc., natomiast od nadwyżki ponad tę kwotę pobierany jest podatek w wysokości 32 proc. Sam próg pozostaje niezmieniony od 2022 roku, mimo wzrostu wynagrodzeń i cen. Oznacza to, że wyższa stawka obejmuje stopniowo coraz większą grupę pracowników.

– Pracujemy nad zmianami w systemie podatkowym, ale na konkrety, w tym decyzję o podniesieniu drugiego progu podatkowego, jest trochę za wcześnie – powiedział Andrzej Domański w RMF FM.

Minister zapewnił, że celem resortu jest przygotowanie rozwiązania jeszcze przed końcem obecnej kadencji parlamentu. Nie zagwarantował jednak, że zapowiedź rzeczywiście zostanie zrealizowana.

– Pracujemy nad tym, aby było to możliwe jeszcze w tej kadencji. Natomiast czy to na pewno stanie się faktem, najbliższe tygodnie i miesiące pokażą – zaznaczył.

Rosną pensje, ale próg od lat stoi w miejscu

Domański przyznał, że coraz więcej Polaków przekracza granicę 120 tys. zł rocznego dochodu. Jak tłumaczył, jest to między innymi rezultat wzrostu płac w sektorze publicznym.

– Fakt jest taki, że dzięki rosnącym wynagrodzeniom rzeczywiście wielu Polaków wpada w drugi próg podatkowy. Jest to związane z tym, że wynagrodzenia, chociażby dla nauczycieli, w ostatnich latach wzrosły, z czego ja się bardzo cieszę – powiedział minister.

Problem polega jednak na tym, że nominalna podwyżka wynagrodzenia nie zawsze oznacza równie duży wzrost pieniędzy pozostających w portfelu. Po przekroczeniu progu stawka 32 proc. jest naliczana od nadwyżki ponad 120 tys. zł, a nie od całego dochodu, ale brak waloryzacji granicy powoduje tzw. pełzającą progresję podatkową.

W kwietniu 2026 roku Domański mówił w RMF FM, że około 11 proc. podatników znajduje się już w drugim przedziale skali. Oceniał wówczas, że zmiana progów mogłaby oznaczać dla budżetu ubytek sięgający około 11 mld zł. Jednocześnie przesądził, że w 2026 roku próg pozostanie bez zmian, a sytuacja dotycząca 2027 roku będzie dopiero analizowana.

Presja na rząd rośnie, ponieważ poziom 120 tys. zł był ustalany w zupełnie innych warunkach płacowych. Im dłużej pozostaje zamrożony, tym więcej nauczycieli, specjalistów, urzędników, medyków i pracowników przedsiębiorstw zaczyna płacić 32 proc. podatku od części swoich dochodów.

Kolejna zapowiedź bez terminu i projektu ustawy może być odbierana jako następna pusta obietnica obecnego rządu. Polacy słyszeli już deklaracje dotyczące obniżenia podatków i poprawy sytuacji osób pracujących, jednak w sprawie drugiego progu nadal nie przedstawiono ani konkretnej kwoty, ani daty wejścia zmian w życie. Bez wyraźnej presji społecznej, działań organizacji pracowniczych i konsekwentnego przypominania politykom o ich zobowiązaniach sprawa może być odkładana aż do końca kadencji.

Jak nie trudno się domyśleć, na razie Ministerstwo Finansów nie przedstawiło projektu ustawy, nowej wysokości progu ani daty wejścia zmian w życie. Zapowiedzi Domańskiego pozostawiają furtkę do podwyższenia limitu, ale podatnicy nadal nie wiedzą, czy stanie się to w 2027 roku, później, czy dopiero w kolejnej kadencji.

Po co, skoro wszystko jest po to, żeby tylko „ludziom w Platformie żyło się lepej”, prawda?

Źródło: mp/RMF FM, podatki.gov.pl, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej