Control Process to polska firma, która odpowiada za budowę zakładu przetwarzania odpadów we Lwowie. To obecnie największa inwestycja realizowana przez polską firmę na Ukrainie. Inwestycja, która w 95 proc. została ukończona. Został już tylko ruch po stronie władz Lwowa, które… zerwały kontrakt. Teraz krakowska spółka walczy o należność w wysokości około 17 mln euro i swój sprzęt budowlany, który „utknął” na placu budowy.

Pod koniec kwietnia mer Lwowa Andrij Sadowy zadeklarował chęć wprowadzenia na budowę swojego wykonawcy. Kontrakt ze spółką z Krakowa zerwano przez jednostronne rozwiązanie umowy, a władze miasta przejęły plac budowy wraz ze znajdującym się na nim sprzętem o gigantycznej wartości. 16 maja, po serii korzystnych dla polskiej firmy wyroków sądów arbitrażowych, Międzynarodowa Izba Handlowa orzekła, że „umowa pozostaje w mocy”, a „Strona Pozwana nie była uprawniona do żądania od Wnioskodawcy zaprzestania robót, opuszczenia Placu Budowy lub przekazania towarów i dokumentacji”.

Władze Lwowa wyroki jednak zwyczajnie… lekceważą.

- „Na dziś wiadomo, że kontrakt z wykonawcą, firmą Control Process, został rozwiązany”

- oświadczył dyrektor spółki Zielone Miasta Aleksandr Jegorow.

Takie właśnie podejście do polskich firm prezentują władze Ukrainy.

- „Stawką jest nie tylko los jednego kontraktu we Lwowie. Stawką jest wiarygodność całego modelu przyszłej odbudowy Ukrainy. Polskie firmy mają być jednymi z naturalnych uczestników tego procesu. Ale żadna poważna firma nie wejdzie w wieloletni projekt infrastrukturalny, jeżeli będzie musiała zakładać, że w razie konfliktu lokalny zamawiający może nie respektować procedur FIDIC, ignorować decyzje organu rozjemczego, przejmować plac budowy i próbować przenosić spór do lokalnego arbitrażu”

- zauważa Control Process.

O podjęcie działań do rządu w tej sprawie apelowała na początku czerwca poseł PiS Anna Kwiecień.

- „Sądy potwierdziły, że działania władz Lwowa były bezprawne, a winę za opóźnienia ponosi strona ukraińska. Mer Lwowa nie respektuje międzynarodowych wyroków, próbując przenieść procesy sądowe na grunt ukraiński i unieważnić niekorzystne decyzje. W konsekwencji krakowska firma ma dziś problemy z płynnością finansową, co grozi zwolnieniem setek pracowników i zapaścią na rynku podwykonawców w Polsce. Takie działania powodują, że trzeba się zastanowić, jak będzie wyglądała odbudowa Ukrainy przez polskie firmy”

- podkreśliła parlamentarzystka.