Co oznacza to swoiste zawieszenie decyzji? Trudno nie odnieść wrażenia, że prezydent chce jeszcze dać czas prezydentowi Zełenskiemu na jakieś rozwiązanie problemu. Trudno jednak nie zauważyć, że pękła zarysowująca się pod koniec zeszłego tygodnia wspólna linia w tej sprawie między Karolem Nawrockim a Donaldem Tuskiem. Jeszcze w sobotę Tusk zmienił swoje wcześniejsze krytyczne nastawienie do stanowiska Nawrockiego rozważającego odebranie orderu prezydentowi Ukrainy i postawił sprawę w ten sposób, że to Kijów musi znaleźć sposób rozwiązania sporu.
Do dziś nie wiemy, jakie były szczegóły wizyty szefa gabinetu prezydenta Ukrainy Kiryła Budanowa. Według jednego z portali Budanow miał zaproponować, że w nazwie jednostki wojska ukraińskiego noszącej imię „bohaterów UPA” dodano by uściślenie „walczących ze Związkiem Sowieckim”. Jak się zdaje, tego typu ustępstwo nie zadowoliło ani prezydenta Nawrockiego, ani przedstawicieli polskiego MSZ.
Ale to nie znaczy, że Kijów jest na słabszej pozycji. Oto bowiem Tusk wraca znowu do spychania odpowiedzialności za konflikt na Karola Nawrockiego. Co więcej, Kijów wydaje się być w pełni świadomy tego, że spór o decyzję Zełenskiego jest elementem sporu polsko-polskiego. Mszczą się też niewykorzystane okazje. Polska nie ogłosiła, że prezydent Zełenski musi w lotach zagranicznych korzystać z innego lotniska niż rzeszowska Jesionka, i wykorzystał to Kijów. Informację w naszych mediach, że Zełenski wybrał w drodze na rozmowy w Londynie trasę lotniczą przez mołdawski Kiszyniów, przedstawiono jako czynnik, który powinien zaniepokoić Polaków. Gdyby było na odwrót i to Warszawa zasugerowałaby, by głowa państwa ukraińskiego podróżowała inną trasą niż zazwyczaj przez Polskę, efekt propagandowy byłby korzystny dla nas.
O czym wreszcie mówić, gdy w momencie tak ostrego prestiżowego sporu szef naszej dyplomacji Radosław Sikorski nie może powstrzymać się od wpisów ewidentnie skierowanych przeciw Nawrockiemu. Oto w poniedziałek, 8 czerwca, na profilu Radosława Sikorskiego ukazał się retweet informacji z dziennika „Rzeczpospolita” o tym, że Rosja wykorzystuje spór o UPA do budowania fałszywego obrazu strategicznego rozpadu partnerstwa Polski i Ukrainy, o czym – jak pisze ten dziennik – ostrzegają analitycy.
Tak samo na korzyść Kijowa działał też wpis Radosława Sikorskiego z 8 czerwca, który brzmiał: „Mam nadzieję, że po decyzjach kapituły i prezydenta @NawrockiKn nie będzie tak, żeby kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, który bierze od Putina pieniądze, nadal był kawalerem Orderu Orła Białego, a ten, kto z Putinem walczy, był go pozbawiony”.
Nie ma chyba żadnego innego kraju, który w obliczu istotnego sporu symbolicznego z innym państwem prezentuje światu na Twitterze przekomarzanki szefa dyplomacji z głową państwa w tak delikatnej sprawie. Wreszcie widać, że Kijów sięgnął po kolejny element nacisku na Polskę. Na łamach części polskich mediów zaczęły pojawiać się dramatyczne komentarze, że dalsze eskalowanie sporu z Ukrainą może oznaczać, iż prezydent Zełenski nie przyjedzie na zaplanowaną na koniec czerwca konferencję w Gdańsku na temat odbudowy Ukrainy.
Wszystko to generuje zatroskane wezwania części polskich publicystów, że jeśli dalej będziemy boczyć się na Kijów, to sami będziemy sobie winni, jeśli Niemcy przejmą inicjatywę w odbudowie zniszczonej wojną Ukrainy.
Zauważmy bardzo znaczącą różnicę pomiędzy debatą na ten temat na Ukrainie i w Polsce. Na Ukrainie decyzja prezydenta o uczczeniu „bohaterów UPA” nie wywołuje żadnej refleksji. Media w większości przedstawiają polski opór jako awanturę polskich polityków, na czele z Karolem Nawrockim, a postawę Zełenskiego jako obronę zasady, że „my sami będziemy sobie dobierać bohaterów”. Nikt z ukraińskich historyków ani intelektualistów nie wykorzystuje tej sprawy do stawiania pytań, czy sam kult UPA jest zasadny i czy decyzja Zełenskiego nie zaszkodziła Ukrainie.
Natomiast w Polsce Donald Tusk już dwa razy zdążył zmienić zdanie w tej sprawie, a w mediach oglądamy wręcz festiwal publicznych uzasadnień, że nie powinniśmy reagować na gloryfikowanie UPA. Nic dziwnego, że Ukraińcy, obserwując taki rozwój wydarzeń, wyraźnie nie zamierzają ustąpić ani o milimetr. Wszystko to stawia Karola Nawrockiego w trudnej sytuacji. Pytanie, jak wybrnie z tego wyzwania?
Piotr Semka
