Lider największej partii opozycyjnej mówił o samorządach nie jako o bytach całkowicie niezależnych od państwa, lecz jako o elemencie większego organizmu politycznego. „Samorząd polski jest częścią aparatu państwowego, państwa” – podkreślił Jarosław Kaczyński. Jak zaznaczył, europejska tradycja zna dwa modele funkcjonowania samorządów: jako organizacji społecznej stojącej obok państwa lub jako integralnej części administracji państwowej. W Polsce – powiedział prezes PiS – obowiązuje właśnie ten drugi model.
„Może być tak, jak to jest uregulowane w konstytucji. Być po prostu częścią państwa: samorządową, specyficzną, wybieralną, ale jednak częścią aparatu państwowego” – mówił Kaczyński. Dodał przy tym, że taki model nakłada również obowiązki na władzę centralną, zwłaszcza finansowe.
Znaczną część wystąpienia Kaczyński poświęcił właśnie problemom ekonomicznym samorządów. Przekonywał, że przez lata państwo przekazywało lokalnym władzom kolejne obowiązki, nie zapewniając wystarczających środków na ich realizację. „Mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której państwo nie wykonywało swoich obowiązków. Przekazywało uprawnienia, zadania, ale nie przekazywało środków na realizację tych zadań” – stwierdził.
Jako jeden z najważniejszych przykładów podał sytuację szpitali powiatowych. „To jest stan, w którym administracja rządowa nie chce lub nie jest w stanie wypełnić wszystkich swoich obowiązków wobec samorządów, a poprzez samorządy wobec obywateli” – zaznaczył.
Prezes PiS wrócił również do programu Polski Ład, który według polityków jego ugrupowania miał być jednym z największych instrumentów wsparcia inwestycji lokalnych po 1989 roku. Jarosław Kaczyński ostrzegał, że po wyczerpaniu środków z programu wiele samorządów może znaleźć się w trudnej sytuacji.
„Ostatnie środki z Polskiego Ładu w tej chwili są wydawane, ale później koniec” – mówił. Według niego obecny system finansowania nie rekompensuje samorządom rosnących kosztów funkcjonowania państwa. Lider PiS zwrócił uwagę także na inflację, określoną przez niego mianem „wielkiej putinowskiej inflacji”, która – jak stwierdził – znacząco obniżyła realną wartość pieniędzy trafiających do lokalnych budżetów.
Jednym z najbardziej politycznych fragmentów wystąpienia była krytyka części samorządów za ich działania podczas wyborów prezydenckich w 2020 roku. Kaczyński mówił wprost o blokowaniu procesu wyborczego. „Wybory w 2020 roku były paraliżowane przez samorządy” – ocenił. Jak przekonywał, część władz lokalnych „odmawiała wykonania obowiązków”, mimo że wybory powinny zostać przeprowadzone zgodnie z decyzją marszałka Sejmu.
Najmocniej wybrzmiały jednak słowa dotyczące polityki historycznej oraz – jak określił to Jarosław Kaczyński – problemu „regermanizacji” części ziem zachodnich. Lider PiS zwrócił uwagę, że niektóre samorządy prowadzą własną narrację historyczną dotyczącą terenów przyłączonych do Polski po 1945 roku.
„Mamy własną politykę historyczną niektórych samorządów, które leżą na ziemiach uzyskanych przez Polskę dopiero po 1945 roku” – powiedział.
W tym kontekście padły słowa, które już stały się jednym z najczęściej cytowanych fragmentów całego wystąpienia. „Samorządowiec musi być panem w dawnym tego słowa znaczeniu” – stwierdził Kaczyński. Jak wyjaśniał, chodzi o postawę opartą na godności i zdolności obrony interesów państwa.
„Panem, który potrafi rozmawiać także z tymi, którzy są silniejsi od nas. Z pozycji godności” – mówił prezes PiS. Dodał przy tym: „Nie przyjmujemy żadnych pieniędzy, które są w istocie pieniędzmi skierowanymi przeciwko naszej godności i przeciwko naszym interesom”.
Polityk odniósł się również do edukacji i polityki oświatowej. W jego ocenie nauczanie historii nie powinno zależeć od lokalnych interpretacji czy politycznych sympatii władz samorządowych. „Polacy muszą być uczeni historii w jeden sposób. W ten sposób, żeby nas wzmacniać jako naród, społeczeństwo” – zaznaczył.
Podsumowując można stwierdzić, że coraz wyraźniej widać, że kwestie związane z polityką historyczną, finansowaniem regionów oraz relacjami państwo–samorząd będą jednym z głównych pól politycznego sporu między PiS a obecnym rządem Donalda Tuska.
