Na tle panoramy polskich polityków konserwatywnych III RP Krzysztof Pawłowski zajmował specyficzne i zaszczytne miejsce. Gdy 26 marca obchodził 80-te urodziny, dzień ten uwzniośliła w jego domu w Nowym Sączu ceremonia odznaczenia go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Dwa i pół miesiąca później, 3 maja 2026 roku, Krzysztof Paweł Pawłowski zmarł. Wyrazy szacunku i żalu z powodu tej śmierci wyraziło wielu polityków, którzy dziś są często po różnych stronach politycznej barykady. Czym Krzysztof Pawłowski zdobył sobie ten wychodzący ponad podziały immunitet wdzięcznej pamięci? Urodził się w Nowym Sączu i to miasto będzie zawsze dla niego najważniejszym miejscem na ziemi. Ukończył studia na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii w 1969 roku. Ale doktorat obronił już na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Ma na swoim koncie ok. 40 prac naukowych.

Ale oprócz pierwszorzędnych kwalifikacji naukowych zawsze przejawiał aktywność w środowisku inteligencji katolickiej. Karnawał Solidarności w latach 1980-1981 wykorzystał do stworzenia w swoim rodzinnym Nowym Sączu Klubu Inteligencji Katolickiej, którym kierował do 1987 roku. A potem już wprost zaangażował się w ruch Solidarności i w 1989 roku z listy Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” przy Lechu Wałęsie wszedł do Senatu I kadencji.

Wtedy też stanął na czele próby powołania polskiej partii chadeckiej. Jak wspomina Kazimierz Michał Ujazdowski: „Był typowym przedstawicielem chadecji, która stanęła po stronie Wałęsy, który wówczas prowadził kampanię prezydencką. W 1990 roku został przewodniczącym partii chrześcijańskich demokratów. Ale w 1992 roku przekazał to stanowisko Pawłowi Łączkowskiemu, a sam zaczął mocniej angażować się w działania grupy Windsor, ponadpartyjnego lobby na rzecz prokapitalistycznych reform w Polsce”. W tym czasie bardzo pomagał finansowo środowisku młodych konserwatystów skupionych wokół pisma „Debata”. Tworzyli je tacy ludzie, jak Rafał Matyja czy Waldemar Gasper.

Ale najważniejszym dziełem jego życia była Wyższa Szkoła Biznesu National Louis University w Nowym Sączu. Była to uczelnia tworzona w sojuszu strategicznym z National Louis University w Chicago. 8 maja 1992 roku nastąpiło podpisanie umowy z amerykańskimi partnerami, którzy przekazali nowosądeckiej placówce program nauczania wdrożony przez ich patrona z Chicago. Uczelnia otrzymała uprawnienia do kształcenia na studiach licencjackich. Były to wówczas pionierskie działania, a istnienie prywatnej uczelni o tak dużych prerogatywach nie mieściło się wówczas wielu urzędniczym biurokratom z Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego w głowie. W 1998 roku uczelnia uzyskała zgodę ministerstwa na nadawanie tytułu magistra. I właśnie lata 1993-2005 to złota dekada w dziejach nowosądeckiej uczelni. Krzysztof Pawłowski zdołał ściągnąć do tej położonej nieco na uboczu szkoły wyższej tak znane nazwiska, jak Jadwiga Staniszkis, Piotr Naimski, Andrzej Nowak czy historyk Janusz Ekes. Wydział Politologii stworzył Rafał Matyja, który w tym celu przeniósł się z Warszawy do Nowego Sącza.

Pawłowski był jednym z niewielu wizjonerów w kręgu polskich konserwatystów, który głosił, że bez solidnej kadry merytokratycznej polska prawica będzie wiecznie na gorszej pozycji w porównaniu z kręgami liberalnej lewicy. Z czasem w uczelni doszło do zmian, które spowodowały, że Pawłowski tracił powoli swój wpływ na uczelnię. Po pewnym czasie doszło też do połączenia uczelni z Wyższą Szkołą Biznesu w Tarnowie. Pytani o przyczyny tego rozejścia się przyjaciele Pawłowskiego dość enigmatycznie mówią o kryzysie natury biznesowej.

Aleksander Hall, który był przez wiele lat bliskim znajomym Pawłowskiego, wskazuje, że przejdzie on do historii jako prekursor wyższego szkolnictwa prywatnego w Polsce. Z kolei Kazimierz Michał Ujazdowski podkreśla, że zawsze stawiał on na pierwszym miejscu interes publiczny nad jakimikolwiek korzyściami osobistymi. Marek Matraszek z grupy Windsor puentuje: „Całkowicie pozbawiony osobistych ambicji był autentycznym społecznikiem. Był politykiem, których dzisiaj jest bardzo niewielu. Całe życie zainwestował w coś większego niż on sam”.

Piotr Semka