Operacja została przeprowadzona przez irańskie siły specjalne na wodach Zatoki Omańskiej. Jak podała agencja Fars, statek miał również „godzić w interesy narodu irańskiego”. Po przejęciu tankowiec został odeskortowany do południowego wybrzeża Iranu.
Sprawa ma dodatkowy wymiar geopolityczny, ponieważ „Ocean Koi” od lutego objęty jest amerykańskimi sankcjami za udział w transporcie irańskiej ropy. Sama agencja Fars jest z kolei powiązana z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej i uznawana za półoficjalne źródło informacji władz w Teheranie.
Do incydentu doszło w czasie gwałtownej eskalacji napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Według strony irańskiej amerykańskie okręty miały zaatakować tankowiec oraz inne jednostki, a także przeprowadzić naloty na cele w rejonie wyspy Keszm i irańskiego wybrzeża. Teheran twierdzi, że odpowiedział ogniem, atakując dwa amerykańskie okręty.
Dowództwo Centralne USA przedstawia jednak zupełnie inną wersję wydarzeń. W komunikacie CENTCOM podano, że to irańskie siły miały zaatakować amerykańskie jednostki podczas ich tranzytu przez cieśninę Ormuz. Amerykanie przekazali, że „wyeliminowali nadciągające zagrożenia” oraz uderzyli w irańskie stanowiska rakietowe, centra dowodzenia i obiekty wykorzystywane do startu dronów. Według strony amerykańskiej zatopiono również kilka niewielkich irańskich łodzi.
Różnice dotyczą także skutków starcia. Irańczycy utrzymują, że amerykańskie okręty zostały uszkodzone, natomiast Waszyngton stanowczo temu zaprzecza.
Niepokój w regionie zwiększyły także doniesienia ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ministerstwo Obrony ZEA poinformowało, że obrona przeciwlotnicza zestrzeliła „dwa pociski balistyczne i trzy drony” podczas odpierania ataku przypisywanego Iranowi. Według władz trzy osoby zostały ranne.
