Cele każdej ze stron w tej rozgrywce są różne. Rosja chce zachować twarz i obchodzić święto, z którego reżim Władimira Putina uczynił niemalże fundament tożsamości współczesnej Rosji. Jest to bez dwóch zdań najważniejszy dzień w ciągu roku dla Rosjan, święto ważniejsze od każdego innego.
Rosnące zdolności strony ukraińskiej do skutecznego rażenia celów daleko w głębi Rosji w zasadzie uniemożliwiają bezpieczne obchodzenie tego święta. Sama Ukraina zresztą już od 5 lat swoich ważnych świąt państwowych również nie obchodzi ze względu na niebezpieczeństwo związane z rosyjskimi uderzeniami rakietowymi. Teraz ten los dotknął również Rosjan, którzy z przerażeniem uświadamiają sobie, że w wyniku 5 lat tzw. demilitaryzacji Ukraina nie tylko nie została rozbrojona, ale i uzyskała zdolności, o których w roku 2022 mogła tylko pomarzyć. Jedynym więc wyjściem z sytuacji dla Rosjan było... prosić stronę przeciwną o tymczasowe zawieszenie broni. Ale jak to zrobić tak, by zachować twarz i pozory silnej pozycji? Rosjanie wykorzystali do tego prezydenta USA jako pośrednika i pierwotnie swoją propozycję przekazali Ukraińcom za pomocą Amerykanów.
Ukraińcy zaś oczywiście nie mają żadnego interesu, by pozwolić Putinowi zachować twarz i przeprowadzić spokojnie paradę na Placu Czerwonym 9 maja w tym samym czasie, kiedy Rosja nie ma żadnego szacunku do ukraińskich świąt narodowych i ani razu nie zgodziła się na podobne zawieszenie broni. Ukraińcy natomiast są zainteresowani stałym zawieszeniem broni, więc logiczne jest, że prezydent Ukrainy wystąpił ze swoją propozycją – nie czekać na 9 maja i wprowadzić zawieszenie broni natychmiast.
Strona ukraińska ogłosiła, że wprowadzi zawieszenie broni na froncie od 5 maja i może ono zostać przedłużone do 9 maja, jeżeli strona rosyjska sobie tego życzy. Z drugiej strony Ukraińcy zadeklarowali, że w razie złamania tego zawieszenia broni przez Rosjan nie zgodzą się również na zawieszenie swoich uderzeń 9 maja. I tak się również stało. Rosyjskie kierownictwo nie mogło okazać słabości, wyrażając zgodę na propozycję Ukrainy i zignorowało ten ukraiński rozejm 5 maja. Skutkowało to tym, że z kolei Ukraińcy ogłosili, iż zamierzają działać symetrycznie i będą intensywnie ostrzeliwać cele na rosyjskim zapleczu... w Moskwie czy poza nią.
Rosja w tej sytuacji zaczęła głosem swoich propagandystów i urzędników grozić Ukrainie ostrym bombardowaniem centrum Kijowa w wypadku, jeżeli Ukraińcy zaatakują centrum Moskwy 9 maja. Strach strony rosyjskiej przed podobnym atakiem jest wymowny sam w sobie, biorąc pod uwagę, że do ochrony Moskwy zebrano maksymalnie możliwą liczbę środków obrony przeciwlotniczej różnych typów.
No i na koniec Amerykanie, którzy wcześniej służyli jedynie jako pośrednicy w tej grze, wystąpili z własną inicjatywą. Przynajmniej tak wynika ze słów Donalda Trumpa. Amerykanie mieli zaproponować zawieszenie broni 9, 10 i 11 maja. Strona amerykańska również jest zainteresowana wprowadzeniem stałego zawieszenia broni. Prezydent USA po prostu chce tę wojnę zatrzymać tak, by można było ogłosić sukces swoich wysiłków w tej sprawie, co z kolei można przekuć w kapitał polityczny nie tylko na arenie międzynarodowej, ale i wewnątrz USA. Dlatego Trump w swoim wpisie na Truth Social wyraził nadzieję, że będzie to początek dłuższego rozejmu. Co swoją drogą jest wątpliwe ze względu na twarde stanowisko Rosjan, którzy ledwie kilka dni temu oznajmili głosem Jurija Uszakowa, że dalsze rozmowy pokojowe nie będą prowadzone, dopóki ukraińska armia nie wycofa się z całości Donbasu.
Tak czy inaczej, propozycję zawieszenia broni poparto również propozycją wymiany jeńców w trybie 1000 Rosjan vs 1000 Ukraińców. Ukraińskie społeczeństwo jest dość mocno uwrażliwione na tego typu kwestie, więc oczywiście prezydent Zełenski był bardzo zainteresowany tą wymianą i szybko przyjął propozycję. Jednocześnie wydał dekret, w ramach którego żartobliwie pozwala na przeprowadzenie parady 9 maja w Moskwie.
Taki jest stan tej gry na wieczór 8 maja – rano 9 maja. Jednocześnie sytuacja jest mocno rozwojowa i o tym, czym ta gra się zakończy, dowiemy się za kilka dni.
Mikołaj Susujew
