"Gdy pojawiają się ludzie w potrzebie, otwierają swe domy i dzielą się z migrantami tym, co mają" - powiedizał ks. Rizzo w rozmowie z Radiem Watykańskim.

"Tutaj jesteśmy teraz w stanie kryzysu, wszyscy zostali zaalarmowani: parafie, ludzie dobrej woli, ponieważ Centrum Pierwszej Pomocy nie jest w stanie pomieścić migrantów i rozlali się oni na całą wyspę. Otworzyliśmy dla nich salki parafialne i próbujemy stawić czoło najpilniejszym potrzebom: zapewnić posiłki, ubrania, a także lekarstwa, gdyż niektórzy źle się czują. Nasza parafia stała się punktem odniesienia dla ludzi chcących włączyć się w pomoc" - mówił ks. Rizzo.

W ocenie ks. Rizzo sytuacja jest obecnie dramatyczna, a w poradzeniu sobie z nią pomagają nawet turyści.

Muszę wyznać, że pomagają nam nawet turyści. Wczoraj sytuacja była krytyczna, molo było przepełnione, ludzie siedzieli pod palącym słońcem, brakowało wody. Gdy zaspokoili pragnienie i głód, sytuacja uległa poprawie i nie było już napięć. Choć taka sytuacja trwa od 2013 roku, to ludzie nadal w ciągu pół godziny są się w stanie zorganizować, otwierają drzwi swych domów i oddają migrantom, to co mają. Robimy to co należy robić. Wciąż jest ogromna solidarność. Do późna w nocy wraz z parafianami pomagaliśmy. Siostry zakonne stworzyły specjalną kryzysową strukturę pomocy dla kobiet z dziećmi" - powiedział.

Na wyspie przebywa obecnie około 7 tys. afrykańskich migrantów. Spora część z nich koczuje na miejscowym molo, co doprowadza do licznych starć z policją.

Władze lokalne apelują o pilną relokację. Migranci zalewają z kolei Półwysep Apeniński. Francja już zdążyła zamknąć lądową granicę z Włochami, a Niemcy zawiesiły swój mechanizm "dobrowolnej solidarności".