Sztuczna inteligencja i synodalność – oto tematy, którymi zajmą się najwyżsi rangą ludzie Kościoła. Papież Leon XIV na koniec czerwca zwołał swój drugi konsystorz, a więc oficjalne spotkanie z członkami Kolegium Kardynalskiego z całego globu. Wydawałoby się, że to dobra okazja, by porozmawiać o najbardziej palących tematach. Takich można wymienić całą masę.

Po pierwsze, to sprawy liturgiczne. W Kościele katolickim od lat 70. trwają nieustanne spory o to, w jaki sposób sprawować kult Boży i te spory należałoby przecież wreszcie rozstrzygnąć. Papież Benedykt XVI „uwolnił” Mszę trydencką, Franciszek znowu ją spętał, katolicy kłócą się i nawzajem znieważają… Czas to przeciąć, ale o tym kardynałowie nie będą rozmawiać w ogóle.

Po drugie, to problematyka moralna. Chyba nic innego nie rozpala tak bardzo emocji wiernych, jak ostre spory dotyczące kwestii małżeństwa, natury czy homoseksualizmu. Księża błogosławią pary jednopłciowe, biskupi przewodniczą mszom z tęczowymi flagami, teologowie publikują teksty, które dokonują totalnej reinterpretacji historii Sodom i Gomory… Chaos w tych kwestiach jest naprawdę ogromny, ale także w tej sprawie kardynałowie nie powiedzą ani słowa.

Wreszcie, po trzecie, można wskazać na palący problem kontaktów Kościoła katolickiego z innymi religiami. Rosnąca liczba wiernych uważa, że zbawić można się wszędzie – czy to w Kościele z papieżem, czy u luteranów albo kalwinów, czy też w ramach islamu, hinduizmu albo judaizmu. Oliwy do ognia dolał papież Franciszek, wypowiadając się w tych sprawach bardzo dwuznacznie i napędzając ruch religijnych relatywistów. W tej sprawie zagrożone jest pierwsze przykazanie – ale znowu, kardynałowie będą o tym milczeć.

Zamiast tego – sztuczna inteligencja i synodalność… Jak to możliwe?

Istota rzeczy tkwi w ocenie… samych kardynałów. Kiedy papież Leon XIV organizował w styczniu 2026 roku swój pierwszy konsystorz, zapytał najpierw purpuratów, o czym chcieliby rozmawiać. Nie interesowały ich wymienione przeze mnie sprawy, woleli zająć się innymi tematami. Teraz jest podobnie.

Jest tak dlatego, że kardynałowie reprezentują Kościół powszechny, to znaczy Kościół na całym świecie. Tymczasem wielkie spory o liturgię, moralność małżeńską czy relatywizm religijny, są sporami katolików na Zachodzie. To rzeczy, które rozpalają nas, Polaków, a także Francuzów, Anglików, Niemców, Amerykanów… Tymczasem ciężar Kościoła bardzo szybko przenosi się na globalne Południe.

Już dzisiaj w krajach Afryki żyje więcej katolików, niż w Europie. Co więcej, katolicy afrykańscy w większości regularnie praktykują, zupełnie inaczej niż europejscy. Można szacować, że podczas gdy w Europie co niedziela jest w kościele około 50 mln ludzi, to w Afryce… czterokrotnie więcej. Nawet jeżeli połączylibyśmy Europę z USA i Kanadą, wynik nadal będzie marny, wzrośnie pewnie o kilkanaście milionów praktykujących… Ameryka Południowa, Afryka, Azja – oto regiony, gdzie wiara jest jeszcze żywotna.

Ten proces będzie się tylko pogłębiać. Wszelkie szacunki demograficzne pokazują, że w kolejnych dziesięcioleciach udział globalnego Południa w globalnej wspólnocie katolickiej będzie szybko wzrastać. Jest możliwe, że za kilkadziesiąt lat Afrykanie będą stanowić połowę wszystkich katolików na świecie! Europejczycy? Nie ma nawet co mówić, spójrzmy choćby na Polskę. Dziś nasz kraj zamieszkuje 36 mln Polaków, z czego regularnie do kościoła chodzi około 12 milionów. Zgodnie z prognozami zmian demograficznych, które nie uwzględniają migracji, w roku 2100 Polaków będzie jednak około 15 milionów…

Z perspektywy Kościoła powszechnego kraje Zachodu są umierające. Jeżeli rodzą się w nich dzieci, to często są to dzieci imigranckie. Ot, przykład: w 2025 roku aż 43 proc. dzieci poniżej 5. roku życia w Niemczech miało pochodzenie migracyjne.

Innymi słowy, katolicki Zachód się zwija – a rozwija się katolickie globalne Południe, zwłaszcza Afryka. Dlatego tematy, które rozpalają umysły i serca zachodnich katolików, tracą na znaczeniu w Kościele powszechnym. Dla biskupów z Ameryki Południowej, Azji czy zwłaszcza z Afryki istotne są zupełnie inne sprawy, niż problematyka LGBT, liturgia albo relatywizm religijny.

Kościół XXI wieku przestaje być Kościołem, w którym to my, ludzie Zachodu, definiujemy kluczowe problemy.