— „Rosja nadal podejmuje kroki, by wbić klin między Polskę i Ukrainę” — napisał Kowałenko, cytowany przez Interfax-Ukraina. Według ukraińskich źródeł za tego typu operacje ma odpowiadać osobiście dyrektor FSB Aleksandr Bortnikow, a rosyjskie media państwowe miały już otrzymać zadanie szerokiego nagłaśniania przygotowanej narracji.

Sprawa jest szczególnie drażliwa, ponieważ dotyczy Wołynia — jednej z najboleśniejszych kart w historii relacji polsko-ukraińskich. To właśnie takie tematy Kreml od lat wykorzystuje do podgrzewania emocji, wzmacniania wzajemnej nieufności i osłabiania współpracy państw wspierających Ukrainę w wojnie z Rosją. Ukraińskie media wskazują, że planowana publikacja fałszywych materiałów ma służyć nie debacie historycznej, lecz operacji wpływu.

Ostrzeżenie pojawia się w czasie, gdy w Polsce narasta dyskusja o możliwych rosyjskich prowokacjach. Radosław Sikorski mówił wcześniej o ryzyku działań hybrydowych i zwrócił się bezpośrednio do Władimira Putina słowami: — „Wiemy, co planujesz. Nie rób tego”. Według doniesień USA rozważane scenariusze mogą obejmować także ograniczone prowokacje militarne lub ataki pod fałszywą flagą, które Rosja próbowałaby przypisać Ukrainie.

W tym kontekście zapowiadane „dokumenty” należy traktować z najwyższą ostrożnością. Jeśli ostrzeżenia Kijowa się potwierdzą, Kreml po raz kolejny spróbuje wykorzystać prawdziwą historyczną ranę jako narzędzie wojny informacyjnej — nie po to, by wyjaśniać przeszłość, ale by uderzyć w bezpieczeństwo regionu dziś.