Wiadomości
9 sierpnia do polskich kin weszła amerykańska komedyjka o wymownym tytule „Do zaliczenia”. Prymitywizm hollywoodzkiego humoru pewnie pozostałby niezauważony gdyby nie plakat i hasło reklamujące film, które wywołuje co najmniej niesmaczne skojarzenia. Na ulicach większych miast Polski pojawiły się billboardy z sympatyczną nastolatką, a na nich napis: „Zalicz ją w te wakacje”. Choć oczywiście hasło w zamyśle twórców kampanii miało zachęcać do „zaliczenia” filmu w kinie, to jednak nie trudno uniknąć ordynarnego skojarzenia, jakoby chodziło o „zaliczenie” dziewczyny (tak zresztą w młodzieżowym slangu określa się kolejne podboje seksualne). Jeśli bliżej przyjrzeć się plakatowi, to można tam zobaczyć także inne hasła, bardziej jednoznaczne, które wyraźnie pokazują, o co chodziło specom od reklamy. „Francuz”, „lodzik”, „sex”, a w niektórych wersjach plakatu nawet „Potrzebuję supersamca”, „Dziewice są w cenie” czy „Stracę cnotę, bo mam na to ochotę”.