Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął
Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie
Kategoria
Podkategoria: Wiara
Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie
To rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie przyjść ma złodziej, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie
O objawieniach w Laus wiemy wciąż mało. Niektórzy nie wiedzą, że 4 maja 2008 roku zostały zatwierdzone przez Kościół katolicki. To właśnie w tym miejscu Maryja objawiała się aż przez 54 lata Benedykcie Rencurel. W tej francuskiej miejscowości Piękna Pani zdecydowanie nawołuje swoje dzieci do nawrócenia i sakramentu spowiedzi. I choć od tych objawień minęły już trzy wieki ich przesłanie jest aktualne bardziej niż kiedykolwiek. Czy te słowa Matki Bożej zmienią nasze życie? Przeczytaj fragment z książki „Matka Boża z Laus. Najdłużej trwające objawienia maryjne” Serafino Tognettiego, wydanej właśnie nakładem Wydawnictwa Esprit.
Przeprowadzony pięćdziesiąt sześć lat temu sondaż, który objął 398 najwybitniejszych uczonych, ujawnił, że tylko 16 spośród nich uważa się za niewierzących, 15 za agnostyków, a aż 367 za wierzących.
Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie
„Z całą pewnością św. Jan Paweł II wpisał się w moje życie w sposób podwójnie szczególny. Należę do pokolenia Jana Pawła II. Poza tym wpisał się on w moje życie jako ten, który został mi niejako powierzony przez Bożą Opatrzność, abym czuwał nad jego procesem beatyfikacyjnym” – powiedział portalowi PolskiFR.fr ks. prałat dr Sławomir Oder, niegdyś postulator procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, obecnie ojciec duchowny kapłanów diecezji toruńskiej.
„Zadaniem każdego człowieka jest być twórcą własnego życia: człowiek ma uczynić z niego arcydzieło sztuki” – pisał św. Jan Paweł II.
Bóg w niedostrzegalny sposób wyznacza granice wpływu demonów na ludzi, aby zawsze mieli oni wolność wyboru i przezwyciężania pokus.
W katechezie z 14 marca 2012 roku Benedykt XVI zwraca uwagę na kluczową rolę modlitwy w życiu Kościoła, w szczególności na przykładzie Dziejów Apostolskich i Listów św. Pawła. Papież podkreśla, że zarówno Jezus, jak i Maryja oraz pierwsi uczniowie trwali w modlitwie, oczekując na zesłanie Ducha Świętego. Maryja, obecna w ważnych momentach historii zbawienia, jest dla nas wzorem głębokiej więzi z Bogiem i wytrwałej modlitwy, która prowadzi do głoszenia Ewangelii całemu światu.
Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia
Duchowi przywódcy powinni być świadomi, że nie są wolni od słabości, a zatem muszą być pokorni i wiedzieć, że daleko im do doskonałości. Wszystkie te idee wydają się być wpisane w nurt myśli żydowskiej. Są one również obecne w żydowskich źródłach, które zajmują się tematem pokory – pisze Shlomo Libertovsky, wykładowca Tory w Beth Shemesh, w komentarzu dla Centrum Heschela KUL na niedzielę 20 października.
Świat duchowy to pole bitwy, gdzie rozgrywa się walka o ludzką duszę. W obliczu licznych zagrożeń, o których mówił św. Paweł, chrześcijanin musi być uzbrojony w pełną zbroję Bożą, by stawić czoła podstępnym zakusom zła. W książce „Wytrwale kochaj Boga” Piotr Rostworowski OSB przypomina, że walka ta nie toczy się przeciwko ludziom, lecz przeciw niewidzialnym siłom, które próbują wciągnąć człowieka w chaos i kłamstwo. Autor podkreśla, jak ważna jest prawda, modlitwa i wierność wartościom w codziennym życiu, a także ostrzega przed niebezpieczeństwami zakłamania i ulegania iluzjom świata. W świecie pełnym propagandy i zamętu moralnego, odwaga do stania po stronie prawdy staje się kluczową cnotą, pozwalającą przetrwać duchową burzę.
Kolejne dary ks. Jerzy otrzymywał stopniowo, niepostrzeżenie. Gdy patrzymy na to z perspektywy jego życia i męczeńskiej śmierci, widzimy wyraźnie, że Opatrzność stopniowo obdarowywała go tym, co na drodze ku świętości potrzebne.
«Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu». (Mk 10, 42-45)
Jan urodził się 24 czerwca 1390 r. w Kętach (ok. 30 km od Oświęcimia). Do naszych czasów przetrwało ok. 60 dokumentów z jego autografem, stąd wiemy, że podpisywał się najczęściej po łacinie jako Jan z Kęt (Johannes de Kanti, Johannes de Kanty, Johannes Kanti i Joannes Canthy). Po ukończeniu szkoły w Kętach, która musiała stać na wysokim poziomie, zapisał się w 1413 r. na Uniwersytet Jagielloński (miał wówczas już 23 lata). Studia przebiegały pomyślnie, o czym świadczą daty osiąganych stopni naukowych. Najpierw studiował nauki wyzwolone na wydziale artium, gdzie głównym wykładanym przedmiotem była filozofia Arystotelesa. Tu uzyskał w 1415 roku stopień bakałarza, a trzy lata później w styczniu 1418 roku został magistrem filozofii. Objął wówczas funkcję wykładowcy. Stanowisko to było wówczas bezpłatne. Dlatego na swoje utrzymanie Jan zarabiał prywatnymi lekcjami i pomocą duszpasterską jako kapłan (nie znamy dokładnej daty ani miejsca święceń kapłańskich, ale musiało to być między 1418 a 1