Polityczna religia muzułmanów uderza w nas, niewierzących w Allaha!
Sporą część naszego globu zajmują religie, te rodzime i inne, czasem interesujące, czasem egzotyczne, lecz nie na tyle frapujące, by mogły rozbudzić moją jakąś głębszą chęć ich poznania. Buddyzm, hinduizm, dżinizm czy wiele innych brzmią dla mnie sympatycznie i rzekłbym nawet wakacyjnie. Kiedy tu w kraju uda mi się spotkać kobietę z kropką na czole, ubraną jeszcze w kolorystyczną szatę, wzbudza ona przede wszystkim u mnie sympatię. W konfucjańskim Chińczyku podziwiam skromność, pracowitość i wypisany na twarzy „święty spokój”. Świat jest piękny w swojej różnorodności – mówię sobie – a ja ze swoim europejskim poczuciem indywidualizmu, wolnością wyboru i własnego wyznania rozejrzę się co najwyżej przelotnie na boki i idę dalej przed siebie. Od czasu do czasu mogę się jednak jeszcze z cudzoziemcem spotkać, jeśli wyraża na to ochotę, zasmakować z nim narodowych kuchni, przy okazji porozmawiać o zabawnych różnicach kulturowych, a potem dalej żyć wg własnych norm. On ma swoją własną kulturę