Jachowicz: Tadla - czyli szczęście z kłopotami!
Beata Tadla, ta to ma szczęście. Nie pracuje już w telewizji, a mimo to ludzie do niej piszą. Nie ma w tym nic dziwnego. Nadal jest uznawana za gwiazdę. Właściwie, jakie to ma znaczenie, czy jest uznawana, czy nie. Ważne, że ona sama uważa się za gwiazdę. Bo powiedzmy prawdę. Czy komuś by się chciało pisać do byłej dziennikarki ? Najpierw TVN. Kiedy w tej znanej stacji przeszła już odpowiedni szlif, który gwarantował, że potrafi i jest gotowa do pełnienia misji głoszenia „całej prawdy, całą dobę”, z uwzględnieniem osiągnięć obozu władzy, a jednocześnie szkodliwej roli PiS i jej lidera Jarosława Kaczyńskiego, Juliusz Braun ściągnął ją do telewizji publicznej, Tam została osobą czytającą informacje z promptera. Zaś kiedy tam z kolei przeszła odpowiedni trening, który zapewniał zachowanie właściwych proporcji w traktowaniu rozmówców z obozu władzy i opozycji, pozwolono też prowadzić jej krótkie rozmowy po „Wiadomościach”. Tak się jednak utarło w Polsce, że jak ktoś czyta w telewizji wiado