Unia Europejska
Pomysł wprowadzenia mechanizmu obowiązkowej relokacji migrantów to de facto powrót do dyskusji z 2015 roku. Zadziwia, że pomimo oczywistej klęski polityki otwartych drzwi, jaką w UE forsowała wówczas kanclerz Angela Merkel, a także w obecnych okolicznościach wojny na Ukrainie i będącego jej następstwem kryzysu uchodźczego, pomysł ten odżywa ze zdwojoną siłą. „Obowiązkowa solidarność”, którą chce wprowadzić nowy pakt, z solidarnością nie ma nic wspólnego. Sprowadza się de facto do alternatywy relokacji lub bezpośrednich kar finansowanych w wysokości 22 tys. euro za każdego nieprzyjętego migranta zarobkowego, który nielegalnie przekroczył granicę UE, a jednocześnie za jednego uchodźcę wojennego z Ukrainy, uciekającego przed piekłem, jakie zgotował im reżim Putina, Polska otrzymuje zaledwie 45 euro. To kuriozum i skandaliczne różnicowanie tych, którzy przybywają do UE, dzielenie ich na „lepszych” i „gorszych”. Reasumując, politycznie i pragmatycznie proponowany mechanizm jest dla Polski n