Świadectwo
Gdy po nagraniu dla potrzeb programu śledczego w TVP mojej rozmowy z Bronisławem Komorowskim - o której tenże bezczelnie kłamał później w prokuraturze i w sądzie zeznając przecież pod odpowiedzialnością karną (!), że żadnej naszej rozmowy ani spotkania nigdy nie było - wracaliśmy do telewizji myślałem o tym, że mam o jednego wroga więcej. Nie niepokoiło mnie to jednak. Byłem chłodno świadomy faktu, że właśnie przekroczyłem Rubikon, ale uważałem, że po prostu staram się rzetelnie wykonywać swoją pracę dziennikarza śledczego, która często bywała mało przyjemna, zarówno dla mnie, jak i dla moich rozmówców, ale która – jak wierzyłem – po prostu jest potrzebna, bo opinia publiczna ma prawo do prawdy. Myślałem o tym, że udało mi się zaskoczyć mojego rozmówcę, ale nie spodziewałem się aż takiej reakcji Komorowskiego. „Wrócę do tej rozmowy i następnym razem nie dam się tak spławić” – obiecałem sobie. Czy mogłem wtedy przypuszczać, że następnego razu nie będzie? Czy mogłem się spodziewać, że be