Nowego, ewolucjonistycznego ateizmu nie da się pogodzić z rozumem
Ale niestety – choć spodziewałem się, że jak to mawiał kiedyś mój wykładowca – podczas czytania będę siedział jak chłopstwo podczas bitwy pod Grunwaldem i z zachwytem podziwiał starcie mistrzów, to tak się nie stało. Powód zaś jest niezmiernie prosty: argumenty w tej dyskusji prezentował tylko jeden z uczestników. Drugi z nich zaś drwił, naśmiewał się, wymyślał bon moty, ale nie był w stanie, a może nie chciał przeciwstawić spójnej argumentacji teistycznej (a dokładniej pokazującej, że nie ma przepaści między nauką a wiarą) nic, co choćby zahaczałoby o racjonalne argumenty. Z pojedynku został więc łomot spuszczany przez teistę ateiście- ewolucjoniście.