Wiadomości
Jeden wpis na portalu społecznościowym. Nikogo nieatakujący. Ot, informujący, że podpisaliśmy się pod projektem chroniącym życie i zachęcamy do tego innych. Wystarczyło. Wylał się hejt, paskudny hejt. Bryzga na prawo i lewo, wylewa się z komputera, cuchnie. W zasadzie nic nowego. Podobno do wszystkiego można się przyzwyczaić. Tyle że przyzwyczajenie to nie przyzwolenie na takie zachowania, to nie akceptacja argumentów „ad personam”, argumentów nomen omen poniżej pasa. Próbuję znaleźć odpowiedź na to, co ludźmi powoduje, że są w stanie pod adresem nieznanej osoby pisać takie rzeczy. Cytuję niektóre wpisy (pisownia oryginalna). „Więc życzę wam gwałtów, w wyniku których dojdzie do pozamacicznych ciąży. .. A żeby jeszcze płody były uszkodzone…”; „Szukam obecnie gwalciciela ochotnika ktory zostawilby swoj genetyczny material w twojej zonie a potem zdecydujecie czy wychowacie czy dar z zony oddacie komus kto dzieci nie ma.Moze wowczas dotrze do waszych pustych lbow jaka wyrzadzecie krzywde”;