Wiadomości
Wszędzie cisza, jak makiem zasiał, aborcja zniknęła z wokandy dnia jeszcze szybciej niż się pojawiła. Zaklinanie rzeczywistości, czym się wiadome kręgi przez kilka godzin pocieszały, skończyło się niczym. Czarne kiecki i parasolki się pochowały, po drugiej stronie nie ma też żadnych protestów pro-life. Pomimo początkowego zgrzytu i błędu PiS, Kaczyński wykorzystał okoliczności perfekcyjnie. Jest więcej niż pewne, że protestów w tej skali nikt się w PiS nie przewidział, ale to też wyszło na dobre. Emocje się skumulowały w jednym krótkim czasie i pękły błyskawicznie, lepszego rozminowania nastrojów społecznych nikt dotąd nie wymyślił.