Publicysta podkreśla, że premier nie tylko doprowadził do poważnego kryzysu ustrojowego, ale również popełnił kardynalny błąd polityczny. Zdaniem autora obóz rządzący mógł stopniowo uzyskać przewagę w TK, korzystając z przewidzianych prawem procedur. Zamiast tego zdecydował się na otwartą konfrontację, która wzmacnia pozycję prezydenta Karola Nawrockiego.
„Postępowanie Donalda Tuska jest nie tylko gangsterskie, ale przede wszystkim – z punktu widzenia politycznej skuteczności dojmująco głupie” – pisze Ziemkiewicz w felietonie zatytułowanym „Tworki czy Targowica?”.
Publicysta zaznacza, że szczególnie interesuje go polityczna nieskuteczność działań premiera. Jego zdaniem właśnie ten aspekt konfliktu pozostaje niedostatecznie dostrzegany przez komentatorów.
„Skupmy się na tym drugim aspekcie jego ataku na Trybunał” – proponuje autor, wskazując na polityczne konsekwencje decyzji szefa rządu.
Zmarnowana szansa
Ziemkiewicz przekonuje, że Donald Tusk dysponował znacznie prostszą drogą do uzyskania wpływu na skład Trybunału Konstytucyjnego. Wystarczyło wykorzystać naturalne zmiany personalne wynikające z kończących się kadencji kolejnych sędziów.
Jak przypomina publicysta, już około półtora roku wcześniej wygasła kadencja jednego z członków TK, a niedługo później następnych. Prawo wyboru ich następców przysługiwało obecnej większości parlamentarnej.
„Przecież mógł mieć powolny sobie Trybunał Konstytucyjny całkowicie legalnie, tak, że nikt nie miałby się czego uczepić” – ocenia Ziemkiewicz.
Jego zdaniem realizacja takiego scenariusza pozwoliłaby uniknąć politycznych kosztów obecnego konfliktu. Nie byłoby potrzeby podejmowania kontrowersyjnych działań wobec kierownictwa Trybunału ani angażowania policji w spór o dostęp do instytucji.
Publicysta wskazuje również na protesty społeczne, konflikt ze środowiskami prawniczymi oraz wzmocnienie politycznej pozycji prezydenta Karola Nawrockiego jako konsekwencje obranej przez premiera strategii. Co więcej, Ziemkiewicz uważa, że znalezienie kandydatów na sędziów przychylnych obecnej koalicji nie stanowiłoby dla rządzących większego problemu.
„Kandydatów spełniających kryteria, z profesorskimi tytułami, formalnie całkowicie apolitycznych, a zarazem równie Tuskowi posłusznych jak sejmowe pogłowie, nie brakowało” – stwierdza autor.
Wskazuje przy tym na prawników przygotowujących ekspertyzy uzasadniające działania podejmowane przez ministrów sprawiedliwości Adama Bodnara i Waldemara Żurka.
Obóz rządzący
Ziemkiewicz nie szczędzi również ironii parlamentarzystom koalicji rządzącej. Przekonuje, że dyscyplina w obozie Donalda Tuska jest tak daleko posunięta, iż trudno sobie wyobrazić skuteczny sprzeciw posłów wobec decyzji premiera.
W ocenie autora obecny kryzys nie był więc nieuniknioną konsekwencją układu sił politycznych. Wynikał z wyboru strategii konfrontacyjnej, chociaż większość sejmowa dysponowała narzędziami pozwalającymi stopniowo zmieniać skład TK w ramach zwykłych procedur.
„Sam wybrał to, co jest” – podsumowuje ten fragment swojej argumentacji Ziemkiewicz.
Autor przedstawia działania premiera jako przykład politycznej krótkowzroczności. Zamiast cierpliwie wykorzystywać możliwości wynikające z parlamentarnej większości, Donald Tusk – według Ziemkiewicza – doprowadził do konfliktu, którego konsekwencje mogą okazać się dla jego obozu znacznie poważniejsze niż sam spór o Trybunał Konstytucyjny.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.