Przez 50 lat żywiła się tylko Ciałem Pana. Cud Eucharystii w życiu Marty Robin - zdjęcie
20.06.19, 19:00(fot. wikipedia/Domena publiczna)

Przez 50 lat żywiła się tylko Ciałem Pana. Cud Eucharystii w życiu Marty Robin

42

Marta Robin (1902-1981) jest jedną z największych mistyczek i stygmatyczek XX wieku. W każdy piątek przeżywała dramat Męki i Śmierci Chrystusa – na jej ciele pojawiały się krwawiące stygmaty ran Zbawiciela. Najbardziej jednak opinię publiczną i świat nauki zadziwiał fakt, że przez 50 lat jedynym pokarmem Marty Robin był Jezus w Eucharystii.
 
 

 Dzieciństwo

 

Marta Robin urodziła się 13 marca 1902 r. we Francji, w Chateauneuf-de-Galaure, w małej wiosce Drome, niedaleko doliny Rodanu. Została ochrzczona w kościele parafialnym w Saint-Bonnet. Miała pięcioro starszego rodzeństwa, cztery siostry i brata. Rodzice prowadzili gospodarstwo rolne. Ojciec Marty był pracowitym i solidnym gospodarzem, a jej matka pobożną i radosną kobietą.
W 1903 r. cały region został nawiedzony przez epidemię tyfusu, w wyniku której zmarło wielu ludzi. Również maleńka Marta zachorowała na tyfus. Przeżyła, ale jej zdrowie zostało mocno nadwerężone. Z powodów zdrowotnych tak często opuszczała szkołę, że ksiądz proboszcz musiał ją w domu przygotowywać do przyjęcia pierwszej Komunii św. 15 sierpnia 1912 r. w życiu Marty miało miejsce wielkie wydarzenie: w tym dniu po raz pierwszy przyjęła Chrystusa w Eucharystii. Wyznała po latach: „Wydaje mi się, że Pan w chwili mojej pierwszej Komunii św. wziął mnie w posiadanie. Serce Jezusa zabiło w moim sercu”.
Marta miała bardzo dobrą pamięć, szybko zapamiętywała nowe treści i przykładała się do nauki. Niestety, edukację szkolną zakończyła w wieku 14 lat, ponieważ musiała pomagać rodzicom w gospodarstwie. Była pogodnym i radosnym dzieckiem, szczególnie kochała kwiaty, bardzo lubiła pracować w kuchni i ogrodzie, uwielbiała również ludowe śpiewy i tańce podczas wieczornych spotkań sąsiedzkich.

 

Postępujący paraliż

 
W maju 1918 r. szesnastoletnia Marta zaczęła cierpieć na dotkliwe bóle głowy. 25 listopada tego roku w obecności matki nagle upadła w kuchni. Od tej chwili przez 20 miesięcy pozostała w stanie uśpienia. Lekarze byli bezradni, gdyż nie potrafili zdiagnozować choroby dziewczyny. Rodzice obawiali się, że Marta wkrótce umrze. Nikt nie zdawał sobie jednak sprawy z tego, że była to „śpiączka mistyczna”, podczas której Jezus duchowo przygotowywał Martę do wielkiego posłannictwa uobecniania Jego miłości i nieskończonego miłosierdzia. Ku zdumieniu i radości wszystkich pewnego dnia dziewczyna się przebudziła i wznowiła rozmowę dokładnie w tym miejscu, w którym ją przerwała w chwili zapadnięcia w mistyczny sen. Od tamtej pory Marta mogła poruszać się już tylko za pomocą kul. Jednak w miarę upływu czasu jej choroba coraz bardziej się pogłębiała. Dziewczyna otrzymała wewnętrzne przekonanie, że najważniejszą misją jej życia będzie cierpienie za innych. Uczyła się na modlitwie od Maryi bezgranicznie wierzyć i ufać Jezusowi. Miała tylko jedno pragnienie: aby do końca wypełnić wolę Bożą.
15 października 1925 r., w dzień św. Teresy z Ávila, Marta napisała akt zawierzenia i całkowitego ofiarowania swojego życia Bogu. Był to jej prywatny akt konsekracji, zaślubin z Chrystusem, oddania się Jemu jako „ofiara miłości” i zarazem wzruszający rodzaj listu miłosnego do Boga. Oto jego fragmenty: „Panie, mój Boże! Poprosiłeś Twoją małą służebnicę o wszystko – weź więc i przyjmij wszystko… O, Ukochany mojej duszy! Pragnę tylko Ciebie i dla Twej miłości wyrzekam się wszystkiego… Boże Miłości! Weź moją pamięć i wszystkie jej wspomnienia. Weź mój rozum i spraw, by służył on jedynie dla Twej największej chwały… Weź całą moją wolę… Weź moje ciało i wszystkie moje zmysły, mój umysł i wszystkie jego zdolności, moje serce i wszystkie jego uczucia… O Boże mojej duszy! O Boskie Słońce! Kocham Cię… Ukryj mnie w głębi Ciebie… Zabierz mnie ze sobą. Tylko w Tobie pragnę żyć”. Wielu mistyków mówiło o tym, że na znak mistycznych zaślubin z Chrystusem otrzymali od Niego złoty „mistyczny pierścień”. Marta wyznała, że widziała go na swoim serdecznym palcu 12 razy.
Po tym akcie zawierzenia Jezusowi z Martą zaczęły się dziać dziwne rzeczy. 3 października 1926 r., we wspomnienie św. Teresy z Lisieux, dwudziestoczteroletnia dziewczyna zapadła w stan mistycznego snu, który trwał przez okres trzech tygodni. Po przebudzeniu zwierzyła się rodzicom, że w tym czasie doznała wielkiego cierpienia, które paradoksalnie było równocześnie doświadczeniem słodyczy Bożej miłości. Wyznała: „Kiedy cierpimy, jest to szkoła miłości, aby kochać bardziej”. W tym czasie trzy razy odwiedziła ją św. Teresa z Lisieux, która mówiła chorej, że powinna podjąć się misji zakładania „ognisk miłości” na całym świecie.
Paraliż nóg Marty posunął się tak daleko, że nie mogła się już poruszać o własnych siłach. Od 2 lutego 1929 r. choroba objęła także jej ręce, ramiona i mięśnie przełyku. Od tego momentu nie Marta mogła nic przełykać i dlatego nie była w stanie jeść ani pić. Musiano położyć ją do łóżka, którego już nie opuściła aż do swojej śmierci 6 lutego 1981 r.
 

Cud Eucharystii

 
Martą opiekował się dr Jan Dechaume, profesor na fakultecie medycyny w Lyonie, oraz dr Andrzej Ricard. W swoim raporcie na temat stanu zdrowia Marty lekarze pisali, że 2 lutego 1929 r. około południa jej nogi i ręce stały się bezwładne i zesztywniały. Zostały również sparaliżowane mięśnie przełyku i dlatego chora nie mogła przyjmować żadnych pokarmów i napojów, a ponadto w ogóle nie spała. Fakt, że Marta żyła pomimo tego, że się w ogóle nie odżywiała, pozostał dla nauki zagadką. Naukowcy stwierdzili ponadto, że przyczyną całkowitej bezwładności młodej kobiety nie były jej stany emocjonalne, psychiczne lub umysłowe. Wykluczono także atak nerwowy, nowotwór mózgu czy epilepsję. Przyczyny choroby Marty pozostały dla medycyny wielką tajemnicą.
Niewierzący filozof i lekarz z Wiednia, Paweł Ludwik Couchoud, zaciekawiony informacjami o Marcie Robin, wybrał się do niej, aby samemu ocenić, czy prawdziwe jest to wszystko, co się mówi o jej życiu mistycznym, stygmatach, o tym, że jedynym jej pokarmem jest Eucharystia. Po wielu trudnościach, dzięki interwencji samego biskupa, udało mu się wreszcie spotkać z Martą. Szybko nawiązała się między nimi duchowa przyjaźń i od tej pory uczony stał się jej częstym gościem. Doktor Couchoud stwierdził, że Marta Robin doznała paraliżu całego ciała, który tak mocno zablokował jej mięśnie przełyku, że nie była w stanie przełknąć nawet kropelki wody. W swoim medycznym raporcie dr Couchoud napisał, że to, co go najbardziej zdumiewało, to sposób, w jaki Marta przyjmowała Komunię św. Nie połykała ona Hostii, gdyż ze względu na blokadę mięśni przełyku było to niemożliwe. Natomiast sama Hostia w tajemniczy sposób przenikała przez jej zamknięte usta i krtań.
Marta nie przywiązywała większej wagi do ciągłej głodówki, na którą, jak powiedziała, skazał ją Jezus. Nic nie jadła i nic nie piła tylko z powodu fizycznej niemożliwości, spowodowanej całkowitym unieruchomieniem ciała przez paraliż. Przez 50 lat została pozbawiona ziemskiego pokarmu, ale nie mogła żyć bez Eucharystii.
Eucharystia była dla Marty najważniejszym wydarzeniem i jedynym pokarmem, który utrzymywał ją przy życiu. Przyjmowała Komunię św. tylko raz w tygodniu, we wtorek, a w ostatnich latach swojego ziemskiego życia w środę wieczorem. W dniu, w którym miała przyjąć Jezusa w Komunii św., od samego rana modliła się, powtarzając swój miłosny akt oddania się Chrystusowi z 15 października 1925 r. Tego też dnia przystępowała do sakramentu pokuty. Po przyjęciu Komunii św. wydawała cichy okrzyk zachwytu i radości, a następnie zapadała w ekstazę, która polegała na całkowitym stopieniu się w jedno z Bogiem. Podczas ekstazy z twarzy Marty promieniowało nieziemskie szczęście i piękno. Wyraziła to w modlitwie: „Tak jestem szczęśliwa, o mój Ukochany, ponieważ czuję, że moje serce bije w Twoim, ponieważ czuję Ciebie w moim sercu, Ciebie żywego i wszechmocnego. Pan we mnie – jakie misterium! Czuję się jak w raju. Pewnego dnia umrę, czując Ciebie, o mój Jezu, jak bijesz w moim sercu. O mój Jezu, spraw, aby pewnego dnia powiedziano, że Twoja miłość mnie spaliła, nie na skutek moich wysiłków, lecz dzięki Twojej łasce… O mój Boże, jeśli już teraz obdarzasz mnie takim pokojem, czynisz mnie tak szczęśliwą na tej ziemi, co będzie w niebie?”.
Mistycy, przeżywając ekstazę, mają bezpośredni kontakt z rzeczywistością samego Boga i tracą więzy łączące ich ze światem. Marta tłumaczyła, że nie można powiedzieć, aby podczas jej stanów mistycznych „dusza odrywała się od ciała; jest ona raczej jakoś dziwnie uniesiona. Bóg objawia się najpierw w trwodze. Jest to coś tak nowego, że nie można tego wyrazić! Potem doznaję pokoju, jest to stan poza czasem. Nie wiem, kiedy dokładnie ma to miejsce. Nie wiem jak to wyrazić… Zachodzi to poza mną i we mnie. Jestem uniesiona. Na darmo stawiam opór, jestem uniesiona w miłości. Nie ma w tym jednak żadnej konieczności”.
Dopiero następnego dnia po przyjęciu Komunii św. kończyła się ekstaza i Marta wracała do normalnego życia. Dla mistyczki najważniejsze było życie wiary, jej osobista relacja miłości z Jezusem, a nie nadzwyczajne stany i przeżycia. Tak jak św. Jan od Krzyża twierdziła, że nie powinniśmy pragnąć nadzwyczajnych duchowych przeżyć, gdyż pustynia ducha, ciemna noc wiary jest najcenniejszym darem, dzięki któremu możemy iść z Jezusem drogą krzyżową i dojrzewać do miłości w niebie. Tylko wtedy będziemy mogli iść tą drogą, gdy naszym najważniejszym, jedynym duchowym pokarmem będzie Jezus w Eucharystii.
„Kiedy przyjmuję Komunię św. – mówiła Marta – to dzieje się to tak, jak gdyby żywa osoba wchodziła we mnie... Zwilżają mi usta, ale niczego nie mogę przełknąć. Hostia wnika we mnie, lecz ja sama nie wiem jak. Eucharystia nie jest zwykłym pokarmem. Za każdym razem nowe życie we mnie się wlewa. Jezus jest w całym moim ciele, jakbym zmartwychwstała. Komunia św. jest czymś więcej niż zjednoczeniem: jest stopieniem się w jedno… Mam ochotę krzyczeć do tych wszystkich, którzy ciągle mnie pytają, czy ja rzeczywiście nic nie jem, mówiąc im, że ja jem więcej niż oni, ponieważ karmię się Eucharystią Ciała i Krwi Pana Jezusa. Chcę im powiedzieć, że to oni sami blokują w sobie efekty tego pokarmu”.
To, co najbardziej wszystkich dziwi, a szczególnie ludzi świata nauki, to stwierdzenie faktu, że Marta od momentu całkowitego paraliżu jej ciała w 1929 r. aż do swojej śmierci w lutym 1981 r., a więc przeszło 50 lat, absolutnie nic nie jadła, nic nie piła i w ogóle nie spała, a pomimo tego jej organizm normalnie funkcjonował. Jedynym jej pokarmem była Komunia św. Chrystus pragnął przez ten nadzwyczajny znak, jakim był ten permanentny eucharystyczny cud, ukazać wszystkim ludziom, jak potężną moc ma Komunia św., jeżeli jest przyjmowana z głęboką wiarą.
Poprzez przykład Marty Robin Bóg przypomina nam, że prawdziwe życie otrzymujemy tylko wtedy, gdy przyjmujemy Ciało i Krew Chrystusa w Eucharystii. Przez ten spektakularny cud Jezus pragnie doprowadzić nas wszystkich do żarliwej wiary w Eucharystię i do świadomości, że Komunia św. to On sam, w swoim zmartwychwstałym i uwielbionym człowieczeństwie. On się daje cały, aby dzielić się z nami pełnią życia: „Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6, 53 54).
 

Współcierpiała z Chrystusem

 
Marta zrozumiała, że gdy zjednoczy się z Chrystusem w miłości, będzie musiała również uczestniczyć w Jego cierpieniu za zbawienie świata i prowadzić duchową walkę z siłami szatana. W październiku 1927 r. po raz pierwszy została zaatakowana przez demona, który pokazał się jej pod postacią budzącego grozę zwierzęcia. Później złe duchy przychodziły do niej w ludzkiej postaci, potrząsały nią, przerzucały ją na łóżku oraz policzkowały.
W 1930 r. Marta otrzymała od Jezusa dar stygmatów. Podczas modlitwy zobaczyła coś bardzo trudnego do określenia, jakiś rodzaj „ognistej strzały”, która jakby „ostrze światła” wyszła z Serca Jezusa. Tak mistyczka opowiadała o tym tajemniczym wydarzeniu: „Jezus poprosił mnie najpierw, abym ofiarowała swoje ręce. Wydawało mi się, że grot strzały wyszedł z Jego Serca i że rozdzielił się na dwa promienie, aby każdy przebił jedną z moich rąk. Lecz w tym samym czasie ręce moje zostały przebite jakby od wewnątrz. Potem Jezus zachęcił mnie, abym ofiarowała nogi, co natychmiast uczyniłam. Wówczas zobaczyłam grot strzały, który również podzielił się na dwie części i przebił moje nogi. Lecz wszystko to odbyło się bardzo szybko. Jezus poprosił mnie następnie, abym ofiarowała swoją pierś i serce… Ich przebicie dokonało się w sposób jeszcze bardziej intensywny… Jezus ofiarował mi jeszcze koronę cierniową. Umieścił ją na mojej głowie, wciskając ją mocno”.
Od tamtego wydarzenia Marta nosiła na swoim ciele rany, jakie miał ukrzyżowany Jezus. Co więcej, na oczach rodziców chorej rany obficie krwawiły. Skąd się brały tak duże ilości krwi, skoro Marta nie przyjmowała żadnego pokarmu, a każdy kilkulitrowy ubytek płynu powinien doprowadzić do natychmiastowej śmierci? Lekarze byli zdezorientowani, nie potrafili zrozumieć ani wytłumaczyć tych wszystkich tajemniczych zjawisk.
30 grudnia 1930 r. Marta podyktowała list o następującej treści: „W tym roku miało miejsce intymne zjednoczenie się mojej duszy z Bogiem. Doznałam tajemniczej i głębokiej przemiany. Pomimo kalectwa moje szczęście jest głębokie i trwałe, ponieważ jest boskie. Co za praca! Co za wznoszenie się! I ile agonii mojej woli potrzebowałam, abym mogła umrzeć dla samej siebie”.
Lekarze opiekujący się Martą w swoim raporcie piszą, że w październiku 1931 r. pacjentka zaczęła cierpieć Mękę Pańską w każdy piątek: pojawiały się u niej na głowie, rękach, nogach i boku stygmaty ran Chrystusa, które obficie krwawiły.
W każdy piątek Marta doświadczała w swoim ciele Męki i Śmierci Jezusa. Było to przerażające cierpienie fizyczne i duchowe, spowodowane całkowitym opuszczeniem przez wszystkich, doświadczeniem braku obecności Boga Ojca, które Jezus wyraził w słowach: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił” (Mt 27, 46). Taka była ostateczna konsekwencja grzechów wszystkich ludzi, które Jezus dobrowolnie wziął na siebie, aby je zgładzić i wybawić wszystkich ludzi z niewoli szatana. Marta przeżywała mękę razem z Jezusem za zbawienie grzeszników. Jej współcierpienie z Chrystusem osiągało kulminację w doświadczeniu krzyżowej „śmierci”, która następowała w każdy piątek o godzinie trzeciej po południu. Po „śmierci” Marta przeżywała sąd, przez który będą musieli przejść wszyscy ludzie. Kiedy sąd się kończył, doświadczała stanu oddzielenia duszy od ciała i oczekiwania na zmartwychwstanie. W niedzielę rano na wezwanie księdza mistyczka powracała do normalnego życia.
Marta Robin, przez swoje zjednoczenie z Jezusem w tajemnicy Jego Męki i Śmierci krzyżowej za zbawienie świata, stała się prawdziwym geniuszem życia duchowego. Jej geniusz dotyczył mądrości życiowej, znajomości ostatecznego celu ludzkiego życia oraz dróg, które do niego prowadzą. Marta była świadoma wielkiego dramatu walki dobra ze złem rozgrywającego się w sercach ludzi; wiedziała, że największą tragedią człowieka jest grzech i takie życie, jakby Bóg nie istniał. Było dla niej oczywiste, że trwając w grzechu, stajemy się niewolnikami szatana i zdążamy do wiecznego potępienia. Duchowy geniusz Marty polegał na tym, że uczestniczyła w nieustannie obecnym akcie zbawienia, którego dokonał Chrystus w swojej Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu. Aby uchronić grzeszników od zguby wiecznej i zawrócić ich z drogi prowadzącej do piekła, chora jednoczyła się z Chrystusem w Jego ofierze krzyżowej za zbawienie świata. Ofiarowywała swoje cierpienia i modlitwy za innych ludzi, brała na siebie ich cierpienia, aby wysłużyć im łaskę nawrócenia. Ból był szczególnie intensywny w okresach, kiedy nie doświadczała obecności Boga. To odczucie braku bliskości Jezusa było dla niej „piekłem”, doświadczeniem prawdy, jak strasznym cierpieniem jest grzech. Marta była zjednoczona z Chrystusem, który dla naszego zbawienia „stał się grzechem, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5, 21). W niedzielny poranek mistyczka włączała się w radość Chrystusowego Zmartwychwstania, definitywnego zwycięstwa nad szatanem, grzechem i śmiercią. A zatem Marta uczestniczyła w całym dramacie naszego zbawienia, który uobecnia się podczas każdej Mszy św. W ten sposób Jezus przez Martę chce nam powiedzieć: „Każde chrześcijańskie życie jest Mszą św. i każda dusza na tym świecie jest »hostią«. Weź całą siebie, bez zastrzeżeń, i ofiaruj siebie Bogu wraz z Jezusem, boską Ofiarą, nieprzerwanie składaną za zbawienie świata”.
 

Wszystkich prowadziła do Chrystusa

 
Wiadomość o dziwnej chorobie Marty i stygmatach szybko rozniosła się po całej okolicy. Coraz więcej ludzi zaczęło odwiedzać niezwykłą kobietę z prośbą o rady, wskazówki i modlitwę. W sumie przez jej mieszkanie przewinęły się tysiące osób. Byli to ludzie sprawujący bardzo odpowiedzialne funkcje w Kościele i państwie: kardynałowie, biskupi, księża, ministrowie, profesorowie, bogaci pracodawcy, a także ubodzy robotnicy, rolnicy, ludzie zniewoleni przez różne nałogi, dręczeni myślami samobójczymi. Chora udzielała potrzebującym bardzo trafnych i natychmiastowych odpowiedzi, wskazówek oraz przestróg. Nie było dla niej pytań bez odpowiedzi, problemów bez rozwiązania, sytuacji, z których nie pokazałaby dróg wyjścia. Zrozpaczonym i cierpiącym, którzy przychodzili do niej z prośbą o pomoc i radę, mówiła, że weźmie na siebie ciężar ich problemów. W ten sposób mogła sama spłacić Bogu dług ich win. I tak na przykład po zwierzeniach pewnej prostytutki wzięła na siebie cierpienie spowodowane jej grzesznym życiem.
Wszystkich prowadziła do Chrystusa, który leczy wszystkie rany, koi bóle i rozwiązuje problemy. W ten sposób nieraz jedno słowo rady Marty zmieniało życie wielu ludzi. Przyjmowała grzeszników z największym współczuciem. Kochała ich miłością Chrystusa. Atakowana przez szatana najróżniejszymi pokusami, znała ciężar winy lepiej niż sam winowajca. Dlatego mocą zjednoczenia z Chrystusem na modlitwie i w Eucharystii oraz dobrowolnie przyjmowanym cierpieniem za grzeszników Marta podejmowała nieustanną, zwycięską walkę z mocami zła, wyrywając z ich niewoli tysiące ludzi.
 
 ks. Mieczysław Piotrowski TChr/milujciesie.org.pl
 
Źródła: Jean-Jacques Ankier Marthe Robin Librairie Académique, Perrin 1991; Jean Guitton Marta Robin, Częstochowa 1990; Raymond Peyret Życie Marty Robin, Wydawnictwo Księży Marianów 1994; ks.?Andrzej Trojanowski Przez 50 lat nic nie jadła i nic nie piła „Miłujcie się” nr 1-2/2000.

Komentarze (42):

andrzejhahn32019.06.21 14:08
nie ma bardziej zabawnej jak i idiotycznej sekty od sekty katolickiej
Bóg 2019.06.21 12:57
Bajka dla biednych dzieci !!!
Jahu2019.06.21 11:04
Do wszystkich tu mądrzących się szyderców. To była kobieta z krwi i kości żyła przez wiele lat w określonym miejscu i nie była izolowana... i co, ano znalazł się ateista, któremu też się to w łepetynie nie mieściło i co, no właśnie przeczytajcie sobie durnie, przecież to taki jak wy ateista pisze co widział... co więcej czemu tabuny ateistów nie obaliło tego cudownego zjawiska jakie działo się w Jej życiu, przecież mogli jechać i siedzieć przy niej dniem i nocą?
julekwielkopyty2019.06.21 9:30
Jedynym czlowiekiem udokumentowanym badaniami lekarskimi ktory nie je od 70 lat jest Prahlad Jani . Fakty i naukowe dowody a nie bajeczki ksiezy o gwiazdach
Francisco Franco to faszystowska szmata2019.06.20 21:46
To bzdura, w którą uwierzą chyba tylko największe zje.by. Umarłaby z głodu po kilku tygodniach i to zakładając, że piła wodę.
KZK2019.06.20 21:55
Święty Maksymilian Kolbe nie umarł śmiercią głodową a powinien według wyobrażenia osobników twojego światopoglądu .
Maria2019.06.20 22:35
Mały człowieczek z pana.....nie istnieje nic czego nie pojmujesz...wygodne.A co jeśli jest pan ograniczony umysłowo???? A co jeśli za parę lat nie będzie pan wiedział do czego służy łyżeczka....to też będzie znaczyło, że łyżeczka nie istnieje???? Jasne,że tak.....nie istnieją..dla pana tylko.Mógłby pan mieszkać z taką osobą ...a i tak by pan nie uwierzył....bo nie wierzy pan w nic czego pan nie ogarnia...a to oznacza, że nie wierzy pan w bardzo wiele rzeczy. Czy jestem zjebem? JAsne, żze wg pana jestem...ale usłyszeć coś takiego od kogoś takiego jak pan....to zaszczyt.Zaczęłabym się martwić gdyby się pan ze mną zgodził..w czym kolwiek.
Współczujący 2019.06.21 8:12
Nie musi pan w to wierzyć i może uważać to za bzdurę ,ale używanie wulgaryzmów źle świadczy o pana kulturze osobistej .
JONASIK2019.06.21 9:54
A ja rozumiem irytację Francisco Franco... Jakbyś się czuła gdyby wierzący w podobną bzdurę, no nie wiem, np w tęczowe jednorożce, nauczali o nich w państwowej świeckiej szkole, wieszali unicorny w szpitalach i uczestniczyli w państwowych uroczystościach? Wyobraź sobie stoi taki gościu w tęczowej pelerynce i doczepionym rogiem na czole obok Prezydenta???
Jahu2019.06.20 21:36
Fakt,że powyżej tylu zniewolonych a najpewniej i opętanych się odezwało tylko potwierdza świętość tej kobiety.
anonim2019.06.20 19:51
Czyli problem głodu na świecie został rozwiązany! wystarczy żreć Jezus w Eucharystii...
Reytan2019.06.20 19:41
Satanistyczna komuna sama dowodzi braku swego czlowieczenstwa. Prymitywizm,barbarzynstwo i dzicz zagraza bezpieczenstwu ludzi.
Mateusz2019.06.20 19:46
''Satanistyczna komuna'' XDD, ja pieeerdole, w jakich czasach my żyjemy, żeby ateistów porównywać do satanistów, i komunistów. Ty bardziej wierzysz w tego diabełka, niż nie jeden satanista.
+++2019.06.20 19:32
Wobec tajemnic Boga i Jego mocy- człowiek rozumny - milczy.
JONASIK2019.06.20 19:44
Człowiek rozumny, próbuje zrozumieć. Nigdy nie milczy. Nigdy nie da się zapędzić do dziury ignorancji. To odróżnia nas od zwierząt. Bóg nas stworzył do dociekania, do uprawiania nauki, do bycia krytycznym i refleksyjnym. Do bycia dobrymi i mądrymi. Takie mamy właśnie boskie cechy, łosiu :)
+++2019.06.20 20:24
I coś zrozumiał i czegoś dociekł ? Zrozumiałeś, jak przeżyła Marta Robin 50 lat bez pożywienia i płynów ? Czy jest taka nauka, która to wyjaśnia ? Nie ma i nie będzie. Bo to sprawa, która odsłania bezsilność rozumu ludzkiego wobec mocy Boga.
JONASIK2019.06.20 21:15
A jak wyjaśnisz to że Jan Twardowski wylądował na księżycu i jest tam do dzisiaj. Co je? Czym oddycha? No jak to naukowo wyjaśnisz?
+++2019.06.20 23:41
Wstyd mi, że dyskutuję o poważnych sprawach z kimś na poziomie 5-tej klasy. Wybacz, ale nie było to od razu takie oczywiste.
JONASIK2019.06.21 0:56
Czyli nie wiesz jak Twardowski żyje na księżycu. To odsłania bezsilność twojego rozumu wobec powszechnie znanej ... bajki. A tak przy okazji, to nie rozmawiamy tu wcale o poważnych sprawach. Sorki, ale 50 lat bez srania jest równie niepoważne jak Twardowski na Księżycu. Ogarniasz?
Mateusz2019.06.20 19:44
Mała poprawka: Wobec mitu wpajanego od dziecka przez sektę katolicką - człowiek naiwny - milczy.
+++2019.06.20 20:37
Nie ma większej naiwności, jak wiara w to, że nie ma Boga-Stwórcy wszechrzeczy, a człowiek to udoskonalona ewolucyjnie małpa.
Mateusz2019.06.20 22:57
Ewolucja, to wciąż niewiele odstająca od waszej bezpodstawnej wiary w pustynnego Boga. ''Nie ma większej naiwności, jak wiara w to, że nie ma Boga-Stwórcy wszechrzeczy,'' Czy ty przeczytałeś co napisałeś? ateiści wierzą w nieistnienie?. Człowieku elementarna wiedza na temat testów, i ateistów kuleje. A tak nawiasem mówiąc. Wiesz czym się różnie od was? Ja nie wierzę o jedno bóstwo więcej od was. W takim razie skoro twój jedyny Bóg istnieje, to podaj proszę dowód na jego istnienie. PS: Daruj sobie argumenty typu: -Świat jest piękny -Bo w niego wierzę. -Bo ty w niego nie wierzysz. -Bo ludzie go widzieli. 13 letnie dziecko by takiego czegoś nie łyknęło.
+++2019.06.20 23:37
Nie wysilaj się już, nasz poziom rozumowania dzielą galaktyki.
JONASIK2019.06.21 1:28
Jakie galaktyki??? Co ty bredzisz??? Galaktyki nie istnieją, Bóg jedynie wykonał "sklepienie" - "Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj ono oddzieli jedne wody od drugich! Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, Bóg nazwał to sklepienie niebem." Nie ma galaktyk :))) Takie tam małe przeoczenie :))
Mateusz2019.06.20 19:20
Ja też stosuję dietę wafelkową, zrzuciłem 5 kilo w miesiąc. Polecam.
Oloo2019.06.20 19:18
Więc przez 50 lat nic nie wydalała.Prawdziwy cud medyczny!
JONASIK2019.06.20 19:33
Żył raz marynarz, który W toalecie nigdy nie zrobił kupy Srał prosto do zęzowej rury, I nie podcierał d...
Oloo2019.06.20 19:35
Dokładnie.Człowiek który nie wydala po kilku dniach umiera,bez jedzenia może żyć tygodniami.
JONASIK2019.06.20 19:48
no, ale musi sobie koniecznie popijać najlepiej jakieś kaloryczne pifko Twoje zdrowie!!! Udanego święta boskich ciał.
Max Fiend2019.06.21 1:59
Ja to bym wolał RUM ! Hej ha kolejkę nalej ...
JONASIK2019.06.20 19:13
Żył raz marynarz, który Żywił się wyłącznie pieprzem, Sypał pieprz do konfitury I do zupy mlecznej...
Max Fiend2019.06.21 1:57
Hej ha kolejkę nalej, Hej ha kielichy wznieśmy, To zrobi doskonale Morskim Opowieściom :-D :-D
DietaBogataWBzdetneFarmazonyDlaCiemnoty2019.06.20 19:11
Ale mi wyczyn... Arcy-pierdzioch Głódź od 70 lat spożywa tylko wódkę. Ma to wypisane na twarzy i w historii przeszczepów wątroby.
Reytan2019.06.20 19:37
Komune trzeba wydalic do Korei Polnocnej.
andrzejhahn32019.06.21 14:11
a poganskich sekciarzy katolickich do watykanistanu
krzyżowiec nauki2019.06.20 19:07
I ani razu nie pozwoliła się przebadać bezstronnemu lekarzowi? Zapatrzona w czubek własnego nosa poszukiwaczka poklasku i atencji. Dzisiaj była by jedną z niezliczonych "gwiazdek" na Instagramie strojącą miny do obiektywu.
Reytan2019.06.20 19:36
Jestes bolszewikiem.i zdrajca. Musimy wreszcie zaczac wrogom odbierac obywatelstwo i wydalac do Korei Polnocnej. Radzcie sobie sami !
JONASIK2019.06.21 0:51
To raczej ty jesteś bolszewikiem, bo łykasz tandetną propagandę, kłamstwa jak pelikan.
andrzejhahn32019.06.21 14:10
a ty skoro wierzysz w podobne brednie jestes ciemnym i zacofanym kretynem
Francisco Franco to faszystowska szmata2019.06.20 21:47
Może była jak te instagramerki? Oficjalnie dieta wafelkowa, ale żarła jak nikt nie patrzył :D
anonim2019.06.20 23:15
Jasne. jak nikt nie widział to wpieprzała ile wlazło. To tak jak ksiądz Pio, ktory miał stygmaty, ale nikt nie wspomniał i nie zapytał po co kupuje w pewnym sklepiku sodę żrącą, ktora specjalnie dla niego sprowadzano. Zawsze miał w szafie zapas tej sody. Wiecie po co?
Francisco Franco to faszystowska szmata2019.06.21 0:52
Przecież nawet Watykan potępił w pewnym momencie Forgione'a.