Co w rzeczywistości dla Polski oznaczają wydarzenia w Trybunale Konstytucyjnym? Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zapowiedział już skierowanie „skargi konstytucyjnej”, której celem ma być odwrócenie wyroku, który za niezgodną z polską konstytucją uznał tzw. przesłankę eugeniczną, dopuszczającą aborcję w przypadku wykrycia choroby dziecka.
– „Tak naprawdę Czarzasty musiał mieć na myśli wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, bo to, a nie skarga, opisane jest w art. 191. Tu rzeczywiście może zadziałać jako marszałek – przewodniczącemu sejmu przysługuje prawo skierowania do TK ustawy, albo umowy międzynarodowej. I jeśli będziemy mieli odpowiedni skład, to sprawy, w których Trybunał już się wypowiedział – jak aborcja czy śluby jednopłciowe – będzie można osądzić po nowemu, robiąc chachmęt dużo mniej widowiskowy niż ten z 10-osobowym kworum”
– pisze na łamach Opoki Jakub Jałowiczor.
Publicysta zaznacza, że poszerzenie dostępu do aborcji czy wprowadzenie postulatów środowisk LGBT to jedynie „część stawki obecnego konfliktu”.
– „Część, bo wyrwanie bezpiecznika, jakim dotychczas był polski sąd konstytucyjny zagraża – choćby nie wiem jak patetycznie to brzmiało – polskiej suwerenności. Tym bardziej, że wśród kompetencji Trybunału jest uznanie prezydenta za niezdolnego do pełnienia funkcji. Wtedy jego obowiązki przejmuje właśnie marszałek Sejmu. To by oznaczało już zupełną władzę jednego środowiska. I to takiego, które, powiedzmy, nie jest jakoś fanatycznie przywiązane do polskości”
– dodaje.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.