Do tej pory Ministerstwo Obrony Narodowej nie potwierdziło ani nie zaprzeczyło tym doniesieniom, a wiceszef MON Cezary Tomczyk ograniczył się do stwierdzenia w Polsat News, że „lista przekazywanych donacji jest niejawna”.

Alarm podniósł wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak. „Wychodzi, że w marcu, w tajemnicy przed Sejmem, rząd oddał Ukrainie drogie i trudne do kupienia pociski przechwytujące do systemów Patriot” — napisał polityk Konfederacji. Jak przypomniał, pociski te „były zakupione przez Polskę od USA w celu budowy wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotniczej”, który „do dziś nie jest ukończony”.

Bosak zwrócił uwagę na rzecz kluczową: PAC-3 MSE nie są zwykłą amunicją, którą można łatwo uzupełnić z magazynu. To jeden z najcenniejszych efektorów zachodniej obrony powietrznej. Lockheed Martin opisuje PAC-3 jako pocisk wykorzystujący technologię „hit-to-kill”, czyli bezpośrednie trafienie celu, a PAC-3 MSE jako uzbrojenie przeznaczone do zwalczania zaawansowanych zagrożeń, w tym pocisków balistycznych, manewrujących, hipersonicznych i samolotów.

Do sprawy odniósł się także szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki. W Polsat News podkreślił, że „jeżeli tak było, no to jest pytanie zasadne”. Dodał, że pytania zadają „i wicemarszałek Bosak, i pan minister Błaszczak” oraz „wszyscy, którzy troszczą się o polskie bezpieczeństwo”. Bogucki przypomniał również sprawę przekazania Ukrainie MiG-ów, mówiąc, że tam „była podobna sytuacja, gdzie prezydent nie był informowany o tej sprawie”.

Problem jest poważny, bo chodzi o uzbrojenie krytyczne dla obrony terytorium Polski. Nasz kraj leży obok obwodu królewieckiego, Białorusi i Ukrainy objętej wojną. W takiej sytuacji każde zmniejszenie zapasu pocisków przechwytujących do Patriotów powinno być poprzedzone jasną oceną ryzyka, konsultacją z prezydentem, informacją dla właściwych organów państwa i planem natychmiastowego uzupełnienia braków. Tajemnica wojskowa nie może być wygodną zasłoną dla bezmyślnego pozbywania się uzbrojenia, którego nie da się kupić z dnia na dzień.

Rząd Donalda Tuska musi odpowiedzieć na proste pytania: czy pociski PAC-3 MSE zostały przekazane Ukrainie, kiedy zapadła decyzja, kto ją autoryzował, czy poinformowano prezydenta i BBN oraz czym uzupełniono polskie zdolności obrony powietrznej. Jeśli doniesienia się potwierdzą, będzie to nie gest solidarności, lecz ryzykowne osłabienie własnej tarczy w momencie, gdy rząd sam ostrzega przed zagrożeniem ze strony Rosji.

Pomoc Ukrainie nie może polegać na rozbrajaniu Polski. Państwo odpowiedzialne najpierw zabezpiecza własne niebo, własne miasta i własnych obywateli, a dopiero potem przekazuje nadwyżki. Jeżeli natomiast rząd oddaje deficytowe pociski przechwytujące bez debaty, bez jasnego komunikatu i bez gwarancji szybkiego odtworzenia zapasów, to nie jest strategia bezpieczeństwa. To niebezpieczna improwizacja.