Wiadomości
Zwycięstwo ma słodki smak. Przypomniało mi to ostatnie pół roku uczenia religii w przedszkolu. Co jakiś czas, pomiędzy zgłębianiem dziejów zbawienia i odpowiadaniem na pytania dzieci (zasięg tematyczny: od teodycei poprzez chrystologię na apokatastazie skończywszy) proponuję im grę. W grze pomaga mi znajomy miś koala, w którego wyposażyła mnie pewna wybitna przedszkolanka, gdy drżałem o to, czy sobie z dziećmi poradzę. Zawsze to raźniej iść na arenę między lwy, gdy jest z tobą australijski miś. Jeśli gra ma tytuł „szukanie koali”, a misiek jest jeden, podczas gdy dzieci ponad dwadzieścioro, muszę się liczyć z najróżniejszymi reakcjami. Tupanie, głośne protesty, czasem nawet łzy… Oczywiście, pocieszam i tłumaczę jak mogę. Z tyłu głowy zaś czai się pytanie: do jakich przedszkoli chodzili przywódcy Rosji?