Wiadomości
„W oczach Zachodu „koegzystencja” z Rosją jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma „należną” mu strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje. W równym stopniu, ten kierunek polityczny wytyczony został niechęcią lewackich elit wobec Ameryki, jak intencją ograniczenia hegemonii USA. Nie powinno nas dziwić, że putinowska Rosja bez trudu znalazła sprzymierzeńców wśród przywódców Zachodu, a kwestia ustalenia prawdziwych okoliczności tragedii smoleńskiej staje się drugorzędna i rozpatrywana wyłącznie w kategoriach bilansu zysku i strat. Na Zachodzie nikt „nie będzie umierał” za prawdę o śmierci polskiego prezydenta.(…) Dla europejskich stolic „szatanem” jest dziś groźba otwartego konfliktu z państwem Putina i utrata dotychczasowych efektów resetu. Dla jej zażegnania gotowe są na każdy rodzaj sojuszu z kremlowskim „diabłem” i jak najmocniejsze zaciśnięcie oczu na prawdę o smoleńskiej tragedii.