Wiadomości
Pewien Afgańczyk, którego poznałam podczas zbierania materiałów do raportu o imigracji dla „Daily Mail”, włamał się kiedyś razem ze mną do domku w Peckham. To była misja ratunkowa. W tym domu w południowo wschodnim Londynie każdy pokój był wypełniony łóżkami, materacami i migrantami. Znaleźliśmy mężczyznę, po którego przyszliśmy: ledwo oddychał. Inni migranci zaczęli na nas krzyczeć. Okazało się, że chory mężczyzna był im winny pieniądze, miał też dług u gangu przemytników. Musieliśmy go szybko wyprowadzić. To wydarzenie mną wstrząsnęło. Zobaczyłam Londyn jakiego nie znałam – biedę jak z Trzeciego Świata, wyzysk i przestępczość.