Wiadomości
Jak pisałem tydzień po tamtejszych wyborach w Republice Federalnej Niemiec powstał jednak czarno-czerwony, nowy-stary rząd koalicji CDU-CSU- SPD, a nie szumnie zapowiadany gabinet koalicji „jamajskiej” CDU-CSU – zieloni i liberałowie. Angela Merkel wyrównała rekord Konrada Adenauera oraz Helmuta Kohla i po raz czwarty została kanclerzem. Największym przegranym okazał się człowiek, którego jeszcze rok temu wielu widziało jako szefa rządu w Berlinie, a jeszcze dwa miesiące temu postrzegany był jako przyszły minister spraw zagranicznych – Martin Schulz. Analiza składu rządu wskazuje, że CDU-CSU postawiła na ludzi już doświadczonych w zarządzaniu państwem. Za to „młodszy koalicjant”, socjaliści, w większej mierze szukali kandydatów na ministrów na poziomie landów. Warto poświęcić więcej uwagi na analizę personalną lewicowego skrzydła w rządzie RFN. Główną postacią jest wicekanclerz i minister finansów Olaf Scholz. Od Martina Schulza rożni go tylko jedna litera w nazwisku, ale to właśnie no