Wiadomości
To niesamowite jak zniekształcony obraz rzeczywistości mają ludzie peerelowskiej nomenklatury. Tej z kręgu zawodów zmilitaryzowanych. Takie głupoty, jakie opowiadała dziennikarce Onetu żona Czesława Kiszczaka są zatrważające. Nie mam powodów, by zarzucić - jak sama siebie nazywa - „generałowej", że co innego mówi, a co innego myśli. Ta rozmowa jest dlatego przerażająca, że tacy ludzie jak ona żyją we własnym świecie, ukształtowanym 50, 40, 30 lat temu. Zastygł on w ich świadomości jako coś niepodważalnie prawdziwego. Świat, w którym zło ma dla nich postać dobra, a zbrodnie komunistycznej władzy, widzą w perspektywie słusznie wymierzonej ofierze zapłaty za jej naganne czyny. Prawdopodobnie takich pań generałowych, jak żona Kiszczaka, pułkownikowych, majorowych, kapitanowych, porucznikowych z najróżniejszych formacji i specjalizacji MSW, MO, Ludowego Wojska Polskiego, więziennictwa, żyje w Polsce kilkadziesiąt tysięcy. Wiele z nich otoczonych rodzinami jest źródłem wiedzy dla swoich dzie